piątek, 13 kwietnia 2012

Głowa węża w ludzkiej głowie?

właśnie miałam powrócić do pewnych doświadczeń (choć nie własnych:) związanych z zażyciem Ayahuaski, po której ludzie często widują wężo czy krokodylopodobne istoty i natrafiłam na taką oto ciekawostkę..
“Wikipedia jest jednym z pierwszych i podstawowych źródeł informacji z jakich zazwyczaj korzystamy podczas przeszukiwania internetu. Znakomita większość tych informacji jest solidna i Wikipedia ma niezłą reputacje jeśli chodzi o definiowanie i opisywanie rozmaitych zjawisk, przedmiotów i problemów. Piszę o tym wszystkim, bo np. przyglądając się na Wikipedii animacji, która pokazuje przekrój ludzkiego mózgu, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w samym środku naszej głowy mamy… łeb węża! Zobaczcie sami… I jak tu nie wierzyć w reptyliański mózg!” Autor: chris miekina, http://nowaatlantyda.com/2011/11/14/glowa-weza-w-naszej-glowie/#
Mózg człowieka – przekrój (grafika przestrzenna)

choć ja dostrzegam raczej małego śpiącego dinusia Livia<
***
co nieco o tzw. gadzim mózgu:
  • zwany też gadzim kompleksem;
  • z punktu widzenia ewolucji: najstarsza część ludzkiego móżgu, analogicznie zbudowana jak mózgi gadów współczesnych i dinozaurów;
  • anatomicznie: podwzgórze, ze szczególnie wyróżnionymi gruczołami przysadki, szyszynki i migdałowatymi, rdzeniem przedłużonym i móżdżkiem;
  • część mózgu odpowiedzialna za odczuwanie i generację stanów emocjonalnych, podświadoma, prelogiczna, rządząca się własnymi prawami, w dużym stopniu niezależna od świadomości i poza jej kontrolą, najsilniej aktywna i dominująca w chwilach stresu, zagrożenia życia;
  • część mózgu najsilniej pracująca i aktywowana w procesie wewnętrznej transformacji i inicjacji Kundalini, daoistycznych praktykach alchemii wewnętrznej, szczególnie w formułach Kan Li;
  • “wewnętrzny smok” budzi się, gdy przetransformowana energia seksualna dochodzi wzdłuż kręgosłupa do gadziego kompleksu i zaczyna go zasilać, związane są z tym niezmiernie silne doświadczenia mistyczne, transpersonalne, transcendencji, a także wzmocnienie wszystkich psychicznych procesów, doświadczania i wyrażania emocji – z tego powodu osoby doświadczające go są obiektem zdystansowanych badań psychologów, obiektem bardzo ścisłej kontroli dla teologów i organizacji religijnych, oraz obiektem naśladownictwa dla gorliwych poszukiwaczy swojej wewnętrznej prawdy i sensu życia.
źródło informacji: http://xorceria.pl/slownik/gadzi_mozg.html
***
niezwykłe doświadczenie Michaela Harnera które opisał w książce „DROGA SZAMANA”
Indianie nałożyli kagańce wszystkim psom w wiosce, żeby nie szczekały. Powiedziano mi, że hałas szczekajàcych psów może spowodować obłęd u człowieka, który wypił ayahuaskę. Dzieciom nakazano być cicho. Wraz z zachodem słońca w całej tej niewielkiej społeczności zapadła cisza. Kiedy krótki, równikowy zmierzch zmienił się w ciemność, Tomas przelał mniej więcej jedną trzecią tego, co było w butelce, do naczynia z tykwy i podał mi je. Wszyscy Indianie się temu przyglądali. Poczułem się jak Sokrates przyjmujàcy cykutę od Ateńczyków – przypomniało mi się, że jedną z nazw, jakà ludy znad peruwiańskiej Amazonki nadajà ayahuasce, jest „mała śmierć”. Szybko wypiłem wywar. Miał dziwny, lekko gorzki smak. Potem czekałem, aż Tomas wypije swoją porcję, ale on oznajmił, że tym razem zdecydował się nie brać w tym udziału. Kazali mi si´ położyć na bambusowym podeście pod wielkim, krytym palmowymi liśćmi dachem wspólnego domu. W całej wiosce panowała cisza, słychać było tylko cykady i dalekie nawoływania małp głęboko w dżungli. Kiedy, leżąc na plecach, wpatrywałem się w górę, w ciemność, ukazały się tam delikatne smugi światła. Stawały się stopniowo wyraźniejsze, ostrzejsze, a potem wybuchły jaskrawymi kolorami. Z daleka zaczął napływać dźwięk, jakby szumiàcego wodospadu. Stawał się coraz głośniejszy i mocniejszy, aż całkowicie wypełnił moje uszy. Zaledwie kilka minut wcześniej byłem już zawiedziony i pewny, że ayahuaska nie wywrze na mnie żadnego wpływu. Teraz dźwięk spadajàcej wody wypełnił mój mózg. Szczęka zaczęła mi drętwieć, zdrętwienie przesuwało si´ w kierunku skroni. Jasne smugi nad moją głową stały się jaśniejsze i stopniowo połączyły się i splotły tworząc baldachim, który przypominał geometryczną mozaikę z witrażowego szkła. Wyraziste fioletowe refleksy utworzyły nade mną wciąż powiększajàcy się dach. W tej niebiańskiej jaskini słyszałem narastajàcy bez przerwy dźwięk wody i widziałem niewyraźne postaci, poruszajàce się jak cienie. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do tego przyciemnionego światła, cała poruszajàca się scena zmieniła się w coś, co przypominało jakby ogromny jarmark, nieziemski karnawał demonów. W samym środku rezydowała gigantyczna, szczerząca się krokodylopodobna głowa, jakby przewodniczyła wszystkim tym działaniom i patrzyła wprost na mnie. To z jej ogromnych szczęk wypływały rwące kaskady wody. Powoli poziom wody się podnosił, a wraz z nim unosił się też baldachim, aż cała scena przemieniła się w prosty obraz błękitnego nieba u góry i morza pod nim. Wszystkie stwory zniknęły.
Potem z mojego miejsca blisko powierzchni wody zacząłem dostrzegać dwie dziwne łodzie, które jakby kołysały się w powietrzu i płynęły w moim kierunku, coraz to bliżej i bliżej. Powoli złàczyły się i stworzyły jeden statek z ogromnym dziobem w kształcie smoka, który trochę przypominał mi łodzie wikingów. Statek miał jeden prostokątny żagiel. W czasie, gdy spokojnie kołysał się nade mną, zacząłem słyszeć rytmiczny dźwięk i zobaczyłem, że jest to w istocie gigantyczna galera, a kilkaset wioseł porusza się w jednostajnym rytmie. Wtedy też uświadomiłem sobie, że dochodzi do mnie najcudowniejszy śpiew, jaki słyszałem w życiu, wysoki i niebiański, wydawany jakby przez niezliczone głosy z tej galery. Kiedy bliżej przyjrzałem się pokładowi, mogłem teraz rozróżnić wiele postaci z głowami sójek i ludzkimi ciałami. Te stwory przypominały mi bogów z ptasimi głowami na starożytnych egipskich malowidłach. W tym samym czasie z mojej klatki piersiowej w kierunku tej łodzi zaczęła płynàç jakby esencja mojej życiowej energii. Choć uważałem siebie za ateistę, byłem absolutnie przekonany, że właśnie umieram, a ci ludzie o ptasich głowach przybyli po to, by zabrać moją duszę na swoją łódź. W miarę, jak upływ duszy z mojej piersi trwał coraz dłużej, miałem świadomość, że całe moje ciało zaczyna stopniowo drętwieć. Poczynajàc od ràk i nóg, ciało jakby zamieniało się w stężały beton. Nie moglem ani się poruszyć, ani nic powiedzieć. Odrętwienie przesuwało się stopniowo w kierunku moich piersi i dążyło do serca. Usiłowałem otworzyć usta, żeby zawołać o pomoc, poprosić Indian o antidotum. Jednak choç sie wysilalem, jak moglem, nie potrafilem zebraç tyle sily, by wydobyç glos. Równoczesnie mój brzuch zaczynal sie juz zamieniaç w kamien i musialem dokonywaç nadludzkich wysilków, by utrzymywaç bicie serca. Zaczàlem nazywaç serceswoim przyjacielem, moim najdrozszym przyjacielem i z calàlmocà, jaka mi jeszcze pozostala, zaczàlem do niego przemawiaç, zachecaç je, by dalej bilo. Stalem sie swiadomy swojego mózgu. Czulem – fizycznie – ze zostal on podzielony na cztery oddzielne, wyrazne poziomy. Najwyzszym poziomem byl obserwator i dowódca, swiadomy kondycji mojego ciala i odpowiedzialny za moje wysilki, by utrzymaç bicie serca. Byl on tez swiadom, ale jedynie jako bierny obserwator, wszystkich wizji emanujàcych z nizszych poziomów mojego mózgu. Zaraz pod tym najwyzszym poziomem czulem jakby odretwialà warstwe, która zdawala sie byç wylàczona z akcji przez zazyty przeze mnie narkotyk – po prostu nikogo tam nie bylo. Nastepny poziom byl wsasnie zródlem moich wizji, wlàczajàc w to łódź z duszà. Teraz bylem juz pewien, ze za chwile umre. Kiedy usilowalem pogodziç sie ze swoim losem, jeszcze nizsze poziomy mojego mózgu zaczely wysylaç kolejne wizje i informacje. „Powiedziano” mi, ze zobacze pewne rzeczy tylko dlatego, ze wlasnie umieram i w zwiàzku z tym mozna mi „bezpiecznie”
pokazaç te tajemnice. „Poinformowano mnie”, ze sà to sekrety zarezerwowane jedynie dla umierajàcych i juz martwych. Bardzo mgliscie zdawalem sobie spraw´ z tego, kto mi te mysli wysyla: byly to gigantyczne gadzie stwory, wylegujàce sie leniwie gdzies w samej glebi mojego mózgu, w tym miejscu, gdzie styka si´ on z tyΠu gΠowy ze szczytem krelgoslupa. Widzialem je bardzo niewyraznie w czyms, co byo jak ciemne, posepne glebiny. Potem te stwory wyswietlily przede mnà wyraznà scene. Najpierw pokazaly mi planete Ziemie eony lat temu, nim pojawilo sie na niej jakiekolwiek zycie. ZobaczyΠem ocean, nagi làd i jasne, niebieskie niebo. Nastepnie wprost z nieba zaczely spadaç ciemne kropki. Làdowaly tu˝ przede mnà na tej nagiej ziemi. Wtedy zobaczylem, ze te „kropki” to tak naprawde duze, blyszczàce monstra z ostrymi skrzydlami, jak u pterodaktyli i ogromnymi cialami przypominajàcymi wieloryby. Ich glowy byly dla mnie niewidoczne. Opadaly na ziemi´, wyraźnie wykonczone podrózà, i odpoczywaly przez cale eony czasu. Wytlumaczyly mi w jezyku mysli, ze uciekly przed czyms z przestworzy. Przylecialy na planete Ziemia, by sie schroniç przed swoim wrogiem. Potem pokazaly mi, w jaki sposób stworzyly zycie na planecie, zeby móc ukryç sie wsród milionów innych, róznorodnych istot. Przed moimi oczami rozegral sie spektakl tworzenia roslin i zwierzàt, ich podzialu na gatunki, rozwoju – bylo to setki milionów lat aktywnego istnienia – a wszystko to dzialo sie na takà skale, tak wyraziscie i zywo, ze nie sposób tego w ogóle opisaç. Dowiedzialem sie ze te podobne do smoków stworzenia znajdujà sie teraz wewnàtrz wszelkich form zycia, wlàczajàc w to czlowieka. (Teraz moge stwierdziç, ze byly niemal jak DNA, choç w tamtym czasie, czyli w roku 1961, nic jeszcze o DNA nie wiedzialem). Powiedzialy mi, ze to one sà prawdziwymi panami ludzkosci i calej planety. Zas my, ludzie, jestesmy jedynie przechowujàcymi je „pojemnikami” i slugami. I wlasnie dlatego mogà do mnie przemawiaç z wnetrza mojego mózgu. Te wizje przeplataly sie wciàz z obrazem łodzi, która juz niemal zakonczyla proces pobierania na poklad mojej duszy. Teraz łódź ze swojà ptasiogowà zalogà zaczela powoli odplywaç, zabierajàc ze sobà mojà zyciowà sile. Plynela w kierunku wielkiego fiordu otoczonego nagimi, ostrymi skalami. Wiedzialem, ze zostala mi zaledwie chwila zycia. To dziwne, ale nie czulem leku przed tymi ptasioglowymi ludzmi; jesli chcà, mogà zatrzymaç mojà dusze, prosze bardzo. Jednak balem sie, ze w jakis sposób moja dusza nie utrzyma sie na poziomie wody, ale w nieznany mi, ale mozliwy sposób, zostanie wchlonieta przez te potworne stwory z glebi mojego mózgu. Nagle poczulem odrebnosç swego czlowieczenstwa, kontrast pomiedzy moim gatunkiem a tymi gadzimi przodkami. Zaczàlem walczyç, by nie powróciç do nich, a one zaczely czuç sie obco i stawaly sie zle. Kazde uderzenie serca przychodzilo z ogromnym trudem. Znów zwrócilem sie po pomoc do ludzi. Niewyobrazalnym ostatnim wysilkiem udalo mi sie jakos wydusiç z siebie jedno slowo: „Lekarstwo!”. Zobaczylem, jak Indianie zaczynajà sie szybko krzàtaç, by sporzàdziç odtrutke i wiedzialem, ze nie zdàzà jej zrobiç na czas. Potrzebowalem opiekuna, który umialby zwycieyç smoki i z calych sil staralem sie przywolaç jakàs pelnà mocy istote, by ochronila mnie przed tymi strasznymi gadami. A jeden z nich stanàl wlasnie tuz przede mnà; dokladnie w tym samym momencie Indianie silà otworzyli mi usta i wlali w nie odtrutke. Smoki powoli wycofaly się w glebiny; łódź z duszàli skaΠy fiordu zniknely. Odetchnàlem z ulgà. Antidotum radykalnie polepszylo mój stan, ale nie przeszkodzilo mi w calej serii dodatkowych wizji, tym razem bardziej powierzchownej natury. Byly nawet przyjemne i latwe do zniesienia. Odbylem fantastyczne podróze do odleglych krain, a nawet jednà pozaziemskà, po calej Galaktyce; tworzylem niesamowite budowle; kazalem sardonicznie usmiechnietym demonom wykonywaç moje polecenia i realizowaç moje fantazje. Czesto stwierdzalem, ze smieje sie w glos z niedorzecznosci tych przygód. W koncu usnàlem. Kiedy sie obudzilem, przez pokryty palmowymi lisçmi dach przeswitywaly promienie slonca. Wciàz lezalem na bambusowym podescie i slyszalem normalne dzwieki poranka: rozmowy Indian, placz niemowlàt, pianie koguta. Ze zdumieniem stwierdzilem, ze jestem wypoczety i spokojny…….
z notki: http://salontajemnic.wordpress.com/2011/11/07/tajemnicze-ptaki-na-niebie-tuz-przed-switem/
***
i jeszcze dyskusja o gadzim mózgu na forum Davida Icke: http://davidicke.pl/forum/gadzi-mozg-ludzi-t1107.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz