czwartek, 26 kwietnia 2012

MOJE WEJŚCIE NA ŚCIEŻKĘ
DUCHOWEGO ROZWOJU

(CZĘŚĆ 1)
LINK! DO CZĘŚCI 2

 
Od kiedy sięgam pamięcią, zawsze miałam poczucie jakiejś dziwnej więzi ze światem duchowym. Nikt o tym wtedy nie rozmawiał, była tylko zwykła katechizacja w szkole, która niekiedy sprowadzała się do wkuwania trudnych i niezrozumiałych dogmatów na pamięć. Ten okres wspominam, jako sztywne ramy, w które wkomponowane był religijne obrzędy, przeżywane zewnętrznie bez szczególnego zaangażowania uczestników. Czas płynął, niekiedy natrafiałam na artykuły o duchowości, to jednak było wszystko za mało. Po pewnym czasie natrafiłam na czasopisma ezoteryczne: tygodnik "Gwiazdy mówią", oraz miesięcznik " Wróżka". Ich lektura otworzyła mi nieco oczy na świat spirytualny, ale jawił mi jakiś enigmatyczny, jakby nie dla mnie. Zawsze towarzyszyło mi przeczucie, że tą drogą mogą podążać wybrani ludzie i po trosze im zazdrościłam.
Czas płynął i jak się potem przekonałam było to z korzyścią dla mnie. Moja uśpiona dusza zaczęła się powoli budzić. Ten okres wspominam bardzo niemile. Targały mną na przemian lęki i tęsknota. Nie wiedziałam co się dzieje. Czasami ogarniał mnie taki paniczny strach, że bałam się wyjść z domu, by wykonywać codzienne obowiązki. Leczenie farmakologiczne nie przynosiło pożądanych efektów, wiec lekarze zalecili mi ziołowe preparaty uspokajające. I wtedy po raz pierwszy sięgnęłam po miesięcznik "Poradnik uzdrawiacza". Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności natrafiłam na niego kupując codzienną prasę. Przeczytałam go jednym tchem od deski do deski. To trochę otworzyło mi oczy na procesy zachodzące u i rozprowadzała fale gorąca w kierunku tułowia i kończyn dolnych. Fizycznie czułam się bardzo źle, towarzyszyło mi ogromne wyczerpanie energetyczne. Byłam tak zmęczona niekiedy, że najchętniej przeleżałabym cały dzień w łóżku. Ale i tym razem przyszedł mi z pomocą ten miesięcznik. Otóż był w nim zawarty ranking najpopularniejszych polskich uzdrowicieli .Wtedy postanowiłam skorzystać z ich pomocy. Jakaś wyższa siła prowadziła mnie wtedy, bo zadzwoniłam do bioenergoterapeutki dyplomowanej Zdzisławy Wawrzyniak (przyjmuje do dnia dzisiejszego w Lesznie). Uzdrowicielka po zapoznaniu się najpierw telefonicznie z moimi problemami zaczęła pracę nad moim biopolem. Najbardziej mi pomogły wizyty u niej, ponieważ zasiliła mnie energią, dzięki której zaczął się u mnie proces oczyszczania psychiki.
Przed moimi oczami zaczęły się przewijać bardzo bolesne wspomnienia, zranienia. Wszystko musiałam jeszcze raz przerobić, aby pozbyć się tego na zawsze. Wtedy naprawdę od pewnego czasu poczułam się lepiej, zaczęłam odczuwać emocje z tego przeciwnego bieguna, a wiec radość, zadowolenie. To była jednak przedwczesna radość. Nie wiedziałam co mnie czeka, gdy energia przesunie się wyżej, w okolice mojego zablokowanego serca. Wtedy dopiero ma miejsce prawdziwe oczyszczanie, takie czyśćcowe. Miałam wrażenie, że oczyszczam całą karmę, wszystkie poprzednie wcielenia.
Cały ten proces poprzedzały sny. W jednym z nich ukazał mi się żółty wąż skierowany ku górze. Teraz wiem, że była to energia kundalini wyrażona przy pomocy tego symbolu.
Pełne przebudzenie czakry pierwszej i drugiej przebiegało raczej spokojnie, bez większych niespodzianek. Więcej kłopotów przysporzyła mi czakra trzecia, dopiero pełny balans tej czakry (splotu słonecznego) spowodował u mnie wyciszenie i pozbycie się lęków, a także sensacji ze strony układu pokarmowego. Ale prawdziwa walka była dopiero przede mną. Energia spirytualna w moim ciele przemieściła się w okolice czakry czwartej. Teraz miało nastąpić jej całkowite oczyszczenie i zbalansowanie. Cały ten proces duchowy poprzedziło pasmo tragicznych wydarzeń w moim życiu. Teraz z perspektywy czasu widzę, że było to konieczne, aby ten proces był kompletny.
Blisko siedem lat temu w kwietniu zmarł tragicznie mój brat, cztery miesiące po jego śmierci moja mama miała wypadek, w wyniku którego poważnie został uszkodzony kręgosłup. Diagnoza lekarska brzmiała jak wyrok: tetraparesis czyli porażenie czterokończynowe. W najlepszym wypadku miał być wózek inwalidzki, w najgorszym obłożne leżenie i w perspektywie pół roku życia. Jak by tego było mało, człowiek, który zapewniał mnie o wielkim uczuciu i deklarował pomoc w każdej sytuacji postanowił wycofać się ze składanych obietnic. Stwierdził, że to będzie mu przeszkadzało robić karierę zawodową. I tak zostałam sama, przyjaciele zaczęli się wycofywać, jakoś nigdy nie mieli czasu. Rodzina jak rodzina coś tam pomogła, zastanawiając się przy tym za co spotkała nas taka kara Boska. Wtedy całkowicie rozpadł się mój dom. Bezradność ojca tylko przytłaczała, wszystko spoczęło na moich barkach. Rzeczywiście nieraz towarzyszyła mi podczas tych trudnych dni myśl, że Bóg mnie opuścił. Całe dnie płakałam, nie panowałam w ogóle nad tym. Łzy same płynęły mi z oczu. Znalazłam się na samym dnie rozpaczy.
Musiałam zrezygnować ze swoich marzeń, porzucić myśl o pięknej przyszłości w innym miejscu zamieszkania. Była to potężna lekcja pokory wobec ludzi i wobec Stwórcy. Wtedy uświadomiłam sobie jakim marnym i nikłym prochem jestem. Myślałam, że Bóg zupełnie o mnie zapomniał. Myliłam się jednak. Operacja mamy zakończyła się sukcesem , potem długie lata rehabilitacji przyniosły pożądany efekt. Wreszcie stanęła o własnych siłach. Opieka nad nią w tej ciężkiej chorobie wyzwoliła u mnie głębsze pokłady miłości i współczucia. Również moje wizyty w szpitalu uświadomiły mi jak wielką wartość ma wsparcie i słowa otuchy pod adresem wszystkich pacjentów. I tak powoli czakra serca zaczęła się u mnie otwierać. Ale ile musiałam się nacierpieć, żeby ją zbalansować to tylko sam Bóg wie. Gdy w mojej rodzinie zaczęła się z powrotem odradzać stabilizacja, ja zaczęłam bardzo podupadać na zdrowiu.
Zaczęły się ogromne kłopoty z układem krążenia. Moje serce po prostu szalało. Wydawało mi się, że pewnego dnia wyskoczy mi z piersi. Do tego dochodziły ogromne skoki ciśnienia. Raz miałam ok. 200/100, by za jakiś czas zmniejszyć się do 100/60. Również jakimś uderzeniu. Ręce mi siniały. Obwódki na paznokciach miałam granatowe. Innym razem palce stawały się kredowo - białe jakby opalizujące. Tak było naprzemiennie. Usta miałam zsiniałe. Wszyscy myśleli, że mam poważną chorobę serca i nawet lekarze mnie leczyli lekami nasercowymi, które nic nie pomagały. Po ich zażyciu groziła mi bradykardia. Lewa ręka mi drętwiała. W głowie ogromny ucisk i straszny szum. Z trudnością utrzymywałam równowagę. Nieraz mnie tak zachwiało, jak bym była pod wpływem środków odurzających. Miałam wrażenie, że to nie jest moje ciało.
Najwięcej sensacji miałam zawsze w kościele. Byłam cała mokra od potu, myślałam, że się stopię. Nogi miałam jak z gliny. Nieraz ich nie czułam, szłam jak na szczudłach. Zdarzały mi się zamroczenia. Innym razem było mi tak potwornie zimno, że trzęsłam się cała przy wysokiej temperaturze w pomieszczeniu. I co ciekawe nikt mi tego nie był w stanie wytłumaczyć. Lekarze twierdzili, że to nerwy po moich przeżyciach tak się rozchwiały. Miałam wykonane kompleksowe badania, które nic nie wykazały. Zaczęto mnie (dzięki Bogu, że nie czymś innym) ziołami leczyć na nerwy. To trochę przynosiło ulgę. Nie mniej sensacji dostarczało mi samo serce. Nie dość, że waliło jak oszalałe, to dochodziły potężne kłucia i taki uścisk, że nieraz nie mogłam złapać tchu. Bolała mnie cała lewa strona tułowia. Ale te doświadczenia były tylko przedsionkiem czyśćca (tak nazywam całkowicie przebudzenie czakry serca). Dopiero duchowe oczyszczanie tego organu jest straszliwym bólem, przy którym ból fizyczny jest tylko małą kropelką goryczy. Bo ból duchowy to ból duszy, a to jest straszne cierpienie.
cdn..


SERCE, SERCE, SERCE
(CZĘŚĆ 2)
LINK! DO CZĘŚCI 1
LINK! DO CZĘŚCI 3

Z chwilą, gdy otwierała mi się coraz bardziej czakra serca, przeżywałam ogromne wewnętrzne cierpienie. W mojej psychice odblokowały się potężne pokłady negatywnych emocji, nieraz odnosiłam wrażenie, że transmutuję całą swoją karmę, ze wszystkich wcieleń. Do głosu dochodziły różne przeżycia, które oglądałam jak na zwolnionym filmie. Musiałam jeszcze raz przeżyć to wszystko, aby jak się później okazało uwolnić się od tego balastu raz na zawsze. Nieraz miałam przypływ takiej agresji, że z trudem radziłam sobie z panowaniem nad nią. Czasami myślałam sobie, czy to rzeczywiście moje emocje. Przecież niczego takiego wcześniej u siebie nie obserwowałam. Przechodziłam prawdziwy czyściec na Ziemi, ale dzięki niemu dostąpiłam całkowitego oczyszczenia, które przygotowywało mnie na spotkanie z Boskim pierwiastkiem w mojej duszy. Wtedy zrozumiałam, że podobny proces oczyszczenia muszą przejść dusze po swojej śmierci, które za życia nie dokonały transmutacji negatywnych emocji i nie wyzwoliły w pełni miłości. Dzięki temu będą mogły dostąpić zaszczytu obcowania z Bogiem.
Podczas otwierania i oczyszczania czakry serca towarzyszyły mi bardzo dziwne sny. Nieraz byłam w nich poddawana jakimś rytuałom szamańskim, musiałam pokonywać niebezpieczne przeszkody, czułam się jakbym odbywała podróż do wnętrza Ziemi, do jej mandalicznego środka. Ile przeżyłam przy tym przerażenia, strachu to jeden Bóg raczył wiedzieć. Te sny bardzo mi pomogły zrozumieć książki Mircea Eliadego, który będąc historykiem religii wyjaśniał dogłębnie te kwestie. W tym czasie wzrosło o 100% zainteresowanie ezoteryką i psychologią głębi (dziełami C. G. Junga i jego uczniów). Różne pozycje same wpadały mi dziwnym trafem w ręce. Czułam jakby czekały na mnie.
W tym czasie prowadziły mnie sny o chrzcie wodą i ogniem. Była to prawdziwa ogniowa próba, kiedy boski ogień idący wprost z Kościoła, oczyszcza doszczętnie moje ciało, które nie ulega spaleniu, ani nawet uszkodzeniu. Przypuszczam, że to było działanie Ducha św.
Z chwilą otwarcia czakramu serca w moim życiu zaszły duże zmiany. W tedy po raz pierwszy doświadczyłam czym jest uniwersalna miłość, często na mojej drodze stawały osoby potrzebujące pomocy. Teraz wiem, że to był test dla mnie, czy podołam, jak się zachowam. Zmieniła się również moja dieta. Mój organizm odrzucił mięso i domagał się innego pożywienia. I tak zaczęłam się żywić owocami i warzywami. Waga ciała unormowała się, cały organizm zaczął pracować inaczej, jakby doskonalej. W tym także czasie zaczęłam inaczej rozumieć teksty biblijne, inaczej pojmowałam życia, jakby ktoś ściągnął mi zasłonę z oczu. Zaczęłam rozumieć czym jest prawdziwe życie. Bardzo zintegrowałam się z przyrodą, ze światem zwierząt. Czułam się prawdziwie ich częścią. Były to niesamowite odczucia, bo nigdy wcześniej takich nie doświadczałam. Ale nie był to koniec drogi, w moim życiu ciągle zachodziły zadziwiające mnie wydarzenia.
Po pełnym otwarciu czakry serca, które zostało " zapowiedziane" przez piękny sen (otóż pewnego razu znalazłam się o centrum Ziemi, był to okrąg wypełniony czarną glebą, w środku którego znajdowało się piękne serce. Jakaś niewidzialna dla mnie osoba wypowiedziała trzykrotnie słowo: SERCE, SERCE, SERCE). Był to dla mnie znak, że od tego momentu w swoim życiu muszę się kierować sercem, a nie rozumem jak to było do tej pory. Powoli uczyłam się patrzenia na otaczający mnie świat oczami duszy. Inaczej jak do tej pory, kiedy postrzegałam świat swoimi fizycznymi oczami. Patrzenie oczami serca , to patrzenie oczami duszy, która nigdy nie kłamie i ukazuje świat takim jakim jest naprawdę. Ile rzeczy dostrzega się w ten sposób, tego nasze ziemskie oczy nigdy nie zobaczą, bo są skażone subiektywizmem i iluzją. Od tego momentu czułam ogromne współczucie do wszystkich istot. Nieraz miałam ochotę ich uściskać, tak spontanicznie, bez okazji i tylko dlatego, że po prostu są.
Od tego momentu bardzo polubiłam samotność, często szukałam okazji, aby pobyć w odosobnieniu. Drażnił mnie zgiełk i huk. Wydawało mi się to teraz takie nienaturalne, chociaż do tej pory mi to nie przeszkadzało. Nieraz to aż tęskniłam za tą chwilą, w której zanurzę się w tej wspaniałej ciszy. Była prawdziwym balsamem na duszę po trudach całego dnia. Wtedy na nowo się odradzałam i nabierałam nowych sił do dalszego egzystowania. Trwając w takim stanie świadomości wcale nie czułam się samotna, nie przeszkadzało mi, że w tej chwili nikt mi z ludzi nie towarzyszy, bo wtedy towarzyszył mi sam Bóg. Takie rzeczy się czuje, chociaż ich się nie widzi. Przeżywałam wtedy taką niesamowitą radość ( trudno nazwać te uczucia, trzeba ich doświadczyć), jakbym spotkała najserdeczniejszego przyjaciela po długich latach rozłąki i nie mogła się nacieszyć jego obecnością.
cdn...

6 list. 2008

MARIA
 
DALSZA MOJA DROGA...
(CZĘŚĆ 3)
LINK! DO CZĘŚCI 2

LINK! DO CZĘŚCI 4
Następny etap na ścieżce duchowego rozwoju poprzedził znowu kolejny wielki sen. Było to ponad dwa lata temu. Pewnej nocy przyśniła mi się moja szyja, przyozdobiona pięknym srebrnym łańcuszkiem. Niby nic nadzwyczajnego, ale ten łańcuszek nie był delikatny, misterny, przypominał raczej bransoletkę. W języku podświadomości łańcuszek symbolizuje nie tyle ozdobę, co ograniczenia i przeszkody. Wtedy zrozumiałam, że pełne oczyszczenie i zbalansowanie czakramu gardła też będzie nie lada wyczynem. I zaczęło się. Ciągłe przeziębienia, tygodniami trwający katar, który swoimi objawami bardziej przypominał reakcję alergiczną na jakiś alergen, niż stan zapalny na podłożu bakteryjnym, czy wirusowym. Zapchane zatoki i pulsujący ból głowy niejednokrotnie stawały się nie do zniesienia. Jakby tego było mało zaczęło szaleć moje gardło. Zaczęłam odczuwać ogromną blokadę, która bardzo utrudniała mi mówienie. Nieraz tylko wydawałam dziwny bełkot. Zaczęłam się też chwilami jąkać. Byłam przerażona, przecież nigdy nie miałam do tej pory problemów z wysławianiem się. Zastanawiałam się na tym dziwnym i bardzo niepokojącym zjawiskiem. Bardzo sztywniał mi wtedy kark i barki, czułam jakby ktoś skrępował mnie żelaznymi obręczami. Innym razem odczuwałam ogromne pulsowanie w gardle, któremu na jeden raz towarzyszył słowotok. Był to objaw braku balansu w tej czakrze.
Od tego czasu minęło ponad dwa lata. Zatoki, które mi tak dokuczały przez ten czas odblokowały się jakby ręką odjął. Ale doszły za to inne objawy. Ogromne swędzenie gardła ( wcześniej swędziało mnie serce), uszu, a teraz oczu. Jest to tak dokuczliwe, że czasami mam ochotę drapać się cały czas. To jednak nie koniec sensacji. Otóż z chwilą, gdy stabilizowała moja piąta czakra, zaczęłam inaczej postrzegać rzeczywistość. Rzadziej wybiegałam myślami w przyszłość, nauczyłam się żyć chwila obecną. Co raz częściej towarzyszyły mi spontaniczne uczucia, takie jak u dziecka, pod wpływem chwili. Przestałam się bać przyszłości, odszedł gdzieś lęk, strach o jutro. Zaczęła się liczyć tylko teraźniejszość. Przestałam się także bać śmierci. Potrafię o niej rozmawiać jak o naturalnym procesie wpisanym w życie każdej jednostki. Bardzo polubiłam też milczenie. Nie wdaję się w żadne bezpodstawne dyskusje. Wypowiadam się w sprawach ważnych i decydujących o przyszłości lub powodzeniu jakiegoś przedsięwzięcia W chwili obecnej odczuwam coraz silniejsze pulsowanie w głowie, a nawet ucisk w jej części czołowej. Pojawiło się dziwne wibrowanie, któremu towarzyszy uczucie gorąca. Ostatnimi czasy zauważyłam między brwiami różową plamkę, która ciemnieje. Zauważam coraz większe zmiany w wygładzie moich oczu. Niektórzy mi mówią, że mam dwa zwierciadła, w których można się przejrzeć, bo tak błyszczą. Zmienił mi się sposób percepcji, czasami zdarza mi się widzieć osoby trójwymiarowo. Z pewną dozą niepokoju, ale także zaufania do Stwórcy czekam na dalszy rozwój sytuacji.
Z chwilą mojego wejścia na ścieżkę duchowego rozwoju zaczęłam ćwiczyć cnotę cierpliwości. Właśnie z cierpliwością było u mnie najgorzej. Chciałam szybciej posuwać się naprzód, denerwowałam się, że moje ciało tak wolno dostraja się do nowych warunków. Teraz z perspektywy czasu, gdy patrzę na ten cały rozwój wypadków, to widzę, że wszystko ma swój czas, również moje duchowe wzrastanie. Nie da się go przyśpieszyć, bo ten cały misterny proces zostanie poważnie zachwiany i zamiast posuwać się naprzód staniemy w miejscu, lub co gorsza cofniemy się do poprzedniego stanu. W tym czasie zaobserwowałam u siebie dziwne zjawisko. Im bardziej kierowałam swoją energię do wewnątrz, tym trudniej koncentrowałam się na codziennych obowiązkach i zajęciach. Nieraz to aż przymuszałam się, żeby wykonać różne czynności.

Z biegiem czasu, im bardziej wzmacniałam ducha, moje ciało robiło się jakby słabsze. Oprócz bólów w kończynach górnych i dolnych odczuwałam słabsze napięcie mięśni. Również częściej obserwowałam i nadal obserwuję u siebie chwilową utratę kontaktu z rzeczywistością. Szczególnie następuje to wtedy, gdy wczytuję się w jakąś interesującą mnie książkę lub artykuł. Nie muszę nawet wtedy medytować, aby "odpłynąć". Znajduję się wtedy w jakieś pustce, odłączam się od tej zewnętrznej krzątaniny i przebywam chwilowo w jakimś innym wymiarze. W tym czasie zauważyłam również, że mój zegar biologiczny inaczej odmierza czas mojemu ciału.

Mimo upływu czasu odzyskałam młodzieńczą świeżość i sprężystość. Jednym słowem odmłodniałam. Niektóre głębsze zmarszczki uległy spłyceniu, a te które zaczynały się dopiero pojawiać zniknęły zupełnie. Sylwetka mi się wyprostowała, zmienił się mój chód.
Stał się lekki jakby wykonywał jakiś taniec, a nie prostą czynność poruszania się. Waga ciała unormowała się, nie muszę stosować żadnych diet, bo organizm sam wybiera pokarm dla siebie, który mam mu dostarczyć podczas posiłku.
Również z chwilą mojego spirytualnego wzrastania zauważyłam, że zmienił mi się kształt dłoni oraz linie papilarne. Przybyło mi nie tylko sporo nowych linii, ale także pojawiły nowe znaki. Co ciekawe linie i znaki pojawiły się zarówno na prawej i lewej ręce. Główne linie (Życia, Głowy i Serca) pogłębiły się i nabrały regularnych kształtów. Co ciekawe na początku i końcu mojej linii życia pojawił się piękny ochronny kwadrat. Również zmiany zaszły w liniach drugorzędnych (Losu, Słońca i Merkurego). W tym miejscu, gdzie przypada faktyczny mój wiek, w którym rozpoczęłam rozwój duchowy, te linie, pomimo iż są kontynuowane (miałam ich wcześniej), stanowią jakby odrębny początek, są silniej zaznaczone oraz co ciekawe nie biegną już pojedynczo, tylko w sąsiedztwie swoich bliźniaczych linii. I tak np. lina Losu w momencie, gdy rozpoczęłam życie duchowe, posiada cztery zespolone kwadraty, które łączą ze sobą linię wcześniejszą i już trzy linie późniejsze. Każda z tych linii (Losu, Słońca i Merkurego) jest zakończona kwadratem. Co ciekawe zjawisko to obserwuję na obydwu rękach.
cdn...

Maria
 
SYMBOLE MOJEJ PRZEMIANY W SNACH
(CZĘŚĆ 4)
LINK! DO CZĘŚCI 3

LINK! DO CZĘŚCI 5
Przemianę mojej osobowości zapowiadały w moich snach różne symbole, które spełniając rolę prospektywną ukazywały perspektywy mojego duchowego rozwoju. Pierwszym i bardzo znaczącym symbolem energii transformującej był wąż Kundalini. Pewnej nocy przyśnił mi się pusty pokój pogrążony w mroku. W jednej chwili przede mną stanął (dosłownie stanął) na swoim ogonie w pozycji pionowej żółty wąż. Miał piękny żółto - złocisty kolor. Bałam się, że może mnie zaatakować, ale moje obawy okazały się bezpodstawne, ponieważ zachowywał się bardzo spokojnie i nawet przejawiał przyjazne nastawienie. Rzeczywiście w moim życiu zaszły zmiany, które potwierdzają ziszczenie się tego snu, ponieważ powoli zaczęła się budzić moja utajona siła, energia kosmiczna, która powoli transmutowała moje ciało i psychikę.
Kolejnym ważnym symbolem świadczącym o mojej przemianie było duże kosmiczne jajo wewnątrz którego się znajdowałam. Jajo unosiło się w przestworzach. Czułam się jak pisklę przed samym wykluciem się. Rzeczywiście w pewnej chwili poczułam, że skorupka jaja pęka i ja zaczynam uwalniać się do nowego istnienia. Jakie to było niesamowite uczucie. Przeżyłam coś na podobieństwo ponownych narodzin. Niesamowite odczucie dawały odpadające poszczególne elementy skorupki, czułam się jak prawdziwy bohater, ponieważ jakaś siła ciągnęła mnie do góry.
Innym symbolem zwiastującym przemianę i odrodzenie było naręcze bazi i palmy. We śnie brałam udział w procesji, podobnej jaką organizuje Kościół w Niedzielę Palową. Po rytualnych modlitwach udałam się z tym naręczem na cmentarz. Wybrałam najładniejszą gałązkę i zatknęłam ją pod krzyżem na naszym rodzinnym grobowcu. Pozostałą część zabrałam ze sobą do domu. Postanowiłam starym zwyczajem pokropić pole (to taki zwyczaj wielkanocny). Poszłam na piękną łąkę porośniętą soczystą, zieloną wiosenną trawką. Łąka miała regularny kształt kwadratu. Słońce tak mocno świeciło, że zdawało mi się, iż ta łąka jest dodatkowo przez kogoś oświetlana.
Do jeszcze innych symboli zaliczałabym mój sen - wizję Sądu Ostatecznego. Śniłam, że znajduję się na cmentarzu, wszystkie groby są odkryte, z których wychodzą zmarli jak na sądzie ostatecznym. Wyglądają dokładnie jak za życia (niektórych zmarłych pamiętałam z czasów ich ziemskiej wędrówki). Rozmawiali ze mną, mówili, że nadszedł czas ich zmartwychwstania. Ich oczy były skierowane ku niebu, cały cmentarz, mimo iż był rozkopany, skąpany był w naręczach kwiatów. Panowała niesamowita atmosfera. O powodzeniu całego procesu transformacji zapewnił mnie sen o pięknych kościelnych dzwonach. W samo południe ( godz. 12. 00) szłam główną drogą w kierunku kościoła. Pełnia lata, piękne, bezchmurne niebo, mocno świecące słońce. W pewnej chwili zauważyłam, że dwa dzwony znajdujące się na wieży kościelnej dosłownie schodzą z niej i płyną w moim kierunku. Gdy znalazły się nad moją głową, zatrzymały się i rozpoczęły radośnie dzwonić. Wtedy stało się coś niesamowitego. Z nieba, zaczął padać delikatny deszczyk, który w połączeniu z promieniami słonecznymi wyglądał jakby ktoś rozsypał kryształki. Ogarnęła mnie wtedy taka błogość, że nie miałam ochoty ruszyć się i iść dalej.
Podobne sny o deszczu pojawiały się parę razy. Za każdym razem, gdy wyszłam na pole, zaczął padać na mnie deszczyk, pomimo iż była piękna słoneczna pogoda. Raz zdarzyło się nawet, że ten deszczyk zaczął padać na mnie w domu. Rozstąpił się dach, sufit i zostałam polana wodą jak na chrzcie świętym. Często też towarzyszyły mi sny o zażywaniu kąpieli, czyli całkowitym oczyszczeniu. W jednym z nich po takiej  kąpieli zostałam ubrana w białą szatę i zaprowadzone przez kapłana do sanktuarium Maryjnego, gdzie podczas uroczystego nabożeństwa przybrałam na znak nowego życia - imię Bronisława.
cdn...

Maria
 
INTEGRACJA CZTERECH ŻYWIOŁÓW
(CZĘŚĆ 5)
LINK! DO CZĘŚCI 4
LINK! DO CZĘŚCI 6

Pewien okres w moim życiu obfitował w sny związane z czterema żywiołami (ogniem, powietrzem, wodą i ziemią). Żywioły istnieją w naszym " powszednim" życiu. Gdy przychodzimy na świat, nasze oczy po raz pierwszy widzą światło - to jest Ogień. Pierwszy oddech wciągnięty w płuca to Powietrze. Po urodzeniu noworodek zostaje obmyty Wodą, a jego pierwszym łóżeczkiem jest symboliczna Ziemia, która po pobycie w wodach płodowych daje mu pierwsze poczucie stabilności. Człowiek w swojej ziemskiej wędrówce przez poszczególne stacje swojego życia w dążeniu do harmonii powinien ich umiejętnie zharmonizować. Dlaczego jest to takie ważne?. Otóż imię naszego Boga - Stwórcy brzmi JHWE i zawiera w sobie wszystkie te cztery pierwiastki.
 
Ogień:
Pierwszy sen: "Pewnego słonecznego dnia byłam na zewnątrz swojego domu. Pogoda była wietrzna. Wiatr dosyć intensywnie poruszał gałęziami rosnących opodal domu drzew. W pewnej chwili zbliżyłam się do rosnącego krzewu leszczyny, który płonął. Co mnie zastanowiło, to fakt, że ten płomień nie spowodował spalenia krzewu ani nie wzniecił pożaru. Stałam w bliskiej odległości i nie czułam żadnego strachu. Czułam błogość w sercu i taką lekkość, jakby ktoś zdjął ze mnie duży ciężar, zalegający na moich barkach".
Kolejny sen: "Zmierzchało, gdy zauważyłam idący od strony kościoła w kierunku mojego domu ogromny słup ognia. To nie był płomień, tylko sam żar, ale mający ogromną moc. Gdy zbliżył się do mojego domu, wtedy zaczęły ze ścian zewnętrznych odpadać długie prostokątne panele i układać się po pięć sztuk w paczki jakie zostały po zakupie. Co ciekawe dwóch robotników jakby próbowało przeszkodzić temu zdarzeniu, ale okazało się to niemożliwe. Mówili, że nic się nie da zrobić, to jest silniejsze od nich. Odnosiliśmy wrażenie jakby jakaś wyższa siła czuwała nad tymi czynnościami. Wtedy usłyszałam słowa: to jest radykalne oczyszczenie i uporządkowanie wnętrza. Pomimo iż żar był ogromny ( taki jak podczas pożaru) nie spowodował żadnych szkód. Odczuwałam tylko przenikające do szpiku kości ciepło, natomiast nie odczuwałam żadnego bólu i nie zauważyłam poparzeń".
 
Powietrze:
Ważniejszy sen: "Znajdowałam się na lotnisku, za chwilę miałam wsiąść do samolotu pasażerskiego. Po załatwieniu wszystkich formalności weszłam wreszcie na pokład samolotu. Po chwili maszyna zaczęła kołować i wreszcie wystartowała. Pogoda była ładna, sprzyjająca lotom. Gdy już wzbiliśmy się w powietrze, zapytałam czemu tak powoli lecimy. Ktoś z obsługi powiedział, że należy zachować umiar, że nie wszystko da się pokonać siłą rozumu. Dodał, że ważny jest obiektywizm i poszukiwanie prawdy. Czułam się lekko zawstydzona i zdziwiona, bo przecież brawura nigdy mnie nie interesowała. Głęboko zamyśliłam się nad tymi słowami".

Woda:
Sny o wodzie nawiedzały mnie bardzo często. Najczęściej były to moje kąpiele w czystej wodzie, stanie w deszczu, a także przemierzanie nowych mostów nad rzeką. Dla przykładu przytoczę dwa.

"Wczesnym rakiem wyszłam z dzbanem, aby zaczerpnąć wodę ze strumienia. Gdy tylko wyszłam na zewnątrz w poszukiwaniu strumienia, nagle zaczął padać deszcz. Po chwili okazało się, że dzban mam napełniony wodą i nie muszę szukać strumienia". Inny dotyczył przekroczenia rzeki przez most. Otóż okazało się, że jestem na dworcu autobusowym i czekam na powrót do domu. W pewnej chwili do moich uszu doszedł komunikat: trasa uległa zmianie. Powrót nastąpi inną drogą przez nowo wybudowany most. Mieliśmy zakupić bilety o wartości 10 zł za jeden. Gdy byliśmy już na moście nie mogliśmy wyjść z zachwytu nad jego piękną konstrukcją " Nie dotarliśmy na drugą stronę, bo wtedy akurat się obudziłam.

Ziemia:
Bardzo często śniłam o ziemi. Otóż moi rodzice mają trochę ziemi, na której sadzi się z reguły warzywa i sieje trochę zboża ( głównie pszenicę). Pewnego dnia śniłam o żniwach, piękna dorodna pszenica aż chyliła się pod ciężarem pękatych kłosów. Świecące słońce potęgowało złocisty kolor zboża. Wszystko udało się zebrać bez żadnych przeszkód. Innym razem brałam udział w wykopkach. Piękna rozorana ziemia, a wewnątrz niej było dużo zdrowych ziemniaków podobnych do złotych monet. Ktoś powiedział: jaki piękny będzie ten zbiór".

Integracja żywiołów:
Ten sen zapowiadał integrację
wszystkich czterech żywiołów w moim życiu.
"Byłam w Tatrach. Miałam się udać na tatrzańskie szlaki. Nie można było tego wykonać samowolnie. Trzeba było wcześniej zostać zakwalifikowanym do tej wyprawy. Kwalifikacje odbywały się w drewnianym domku podobnym z kształtu do kościoła. Za pierwszym razem, gdy podeszłam do tego budynku nie zostałam wpuszczona. Jakaś stara kobieta, jakby odźwierna powiedziała mi, że nie jestem jeszcze gotowa, że tylko mi się wydaje, że tak jest, a ponadto mam mało pieniędzy, żeby zapłacić za kwalifikacje (miałam przy sobie banknot 100 zł.). Odeszłam, czułam się bardzo rozczarowana. Za jakiś czas znowu tam poszłam. Spotkałam tę samą kobietę i o dziwo zostałam wpuszczona do środka. Miałam przy sobie 500 zł., ale nikt nie żądał ode mnie pieniędzy. W środku oprócz kobiety był wysoki mężczyzna brunet, dojrzały. Zapytał mnie czy mam mapę swojego życia. Powiedziałam, że tak. Wtedy kazał mi się przebrać tak jak do mszy. On też tak był ubrany. Miał białą albę i czerwony ornat. Ja też miałam białą albę, ale nie miałam czerwonego ornatu, tylko czerwoną wstążkę zawiązaną w kokardę pod szyją. Zapytałam dlaczego tak się różnimy. On powiedział, że energiami trzeba nauczyć się zarządzać. Ja na razie mogę bezpiecznie zarządzać niewielką ilością Boskiej energii. Wtedy zaprowadził mnie do drewnianego ołtarza, na którym stały dwa złote kielichy. Powiedział, że będziemy brać czynny udział w przeistoczeniu, które ma miejsce podczas mszy św. Ja zapytałam, czy mamy do tego prawo, przecież nie mamy świeceń kapłańskich. On mi odpowiedział, że do tego każdy został przez Boga upoważniony, aby zmieniać swoje życie. Mówił też, że nie wszystko należy tłumaczyć rozumem, trzeba też kierować się w niektórych sytuacjach sercem. Wtedy obydwoje podnieśliśmy złote kielichy do góry. W tym momencie pomieszczenie zaległa ogromna jasność. Mężczyzna obejrzał też dokładnie moje dłonie i powiedział, że będę leczyć ludzkie dusze. Po tym rytuale mapa, z którą weszłam, została zatwierdzona i mogłam spokojnie udać się na tatrzańskie szlaki, co też bezzwłocznie uczyniłam.
Symbole:
- ogień (czerwony ornat i wstążka),
- woda (biała alba, kielichy),
- ziemia (budowla, drewniany ołtarz, szlaki górskie),
-powietrze (odpowiedź, że nie wszystko należy tłumaczyć rozumem)
SYMBOLE ENERGII DUCHOWEJ
(CZĘŚĆ 6)
LINK! DO CZĘŚCI 5

LINK! DO CZĘŚCI 7
Potrawy pojawiające się we śnie są symbolicznym wyrazem tego, że człowiek potrzebuje strawy duchowej. Podczas wyjaśniania snów trzeba zwrócić uwagę na rodzaj pokarmu. U ludzi pierwotnych jedzenie oznaczało przyjmowanie pokarmu duchowego, zwanego " mana". Nie jest więc zatem obojętne co dostajemy we śnie do jedzenia, oraz od kogo otrzymujemy to pożywienie. Jeżeli jest to pożywna, naturalna potrawa, to sen ma wydźwięk pozytywny. Sytuacja wygląda jeszcze o wiele korzystniej, kiedy posilamy się nie sami, ale zostajemy zaproszeni do wspólnego stołu z jakiejś uroczystej okazji. Taki stół jest z reguły zastawiony wartościowymi pokarmami, bowiem dusza przygotowała dla człowieka najbogatsze pożywienie. Dlatego we śnie z wielką przyjemnością się zjada pyszne, dorodne owoce, ciasta, desery, pożywne zupy. Niekiedy skromna informacja o ich cenie zwraca uwagę, jakie duchowe wydatki są potrzebne, aby dojść do takiej duchowej przyjemności.
W swoim życiu miałam mnóstwo takich snów, które wskazywały na to, że moja psychika potrzebuje nowego i silniejszego źródła zasilania.
Oto najważniejsze z nich:
- " Pewnego dnia byłam w kościele, usiadłam w pierwszej ławce przed głównym ołtarzem. Uklękłam i wtedy na ławce przed sobą dostrzegłam dwa piękne białe głębokie wypełnione po brzegi talerze. Gdy się lepiej przyjrzałam, zauważyłam, że w jednym z nich jest piękny złocisty rosół z makaronem, a w drugim zupa - krem ( też miała taki złocisto - żółty kolor). Byłam ogromnie zdziwiona, ponieważ kościół jest miejscem, gdzie się przecież nie je. Wtedy usłyszałam głos dobiegający od głównego ołtarza: "Ten kościół cię karmi", po chwili zauważyłam obok talerzy cenę chyba tego pożywienia. Była to wartość 300 złotych. Taką też ofiarę złożyłam na ten kościół, ale już nie we śnie, tylko w rzeczywistości. Akcja kolejnego snu też rozgrywała się w tym samym kościele. Gdy siedziałam w ławce, wtedy zakrystianka, wyniosła z zakrystii talerze z bardzo smaczną zupą. Zostałam zaproszona do jej spożycia." W innym śnie brałam udział w najważniejszej uroczystości parafialnej czyli odpuście ku czci patrona kościoła. Oto jego treść " zostałam zaproszona na uroczystość odpustową poświęconą Narodzeniu Najświętszej Marii Panny. Był wtedy 8 wrzesień ( rzeczywiście wtedy wypada ten odpust). Po pięknym nabożeństwie zostałam zaproszona na przyjęcie odpustowe zorganizowane obok kościoła. Jakie słodkości nam wtedy serwowano, to brakowało słów. Najbardziej utkwiły mi pamięci niezwykle smaczne pączki z nadzieniem różanym. Zastanawiałam się nad recepturą ich wykonania, bowiem tyły tak doskonale wysmażone. Wszyscy najedliśmy się do syta. Panowała atmosfera pełna radości i zadowolenia wszystkich uczestników".
Sceneria kolejnego snu o zasilaniu psychiki życiodajną energią przebiegała w innym miejscu niż kościół. " Otóż pewnego dnia w miejscu pracy została zorganizowana zabawa - komers zakończenie pewnego etapu pracy. Wszyscy zostaliśmy zaproszeni na stołówkę. Częstowano nas różnymi smakołykami. Po pewnym czasie postanowiłam się czegoś napić. Podeszłam do szefowej kuchni i poprosiłam o napój gazowany o nazwie " sprint". Wtedy kierowniczka podeszła do stoiska z napojami i przyniosła mi niegazowany, owocowy sok. Widząc moje zdziwienie, wyjaśniła: to jest dobre i wartościowe dla ciebie. Naturalny proces jest najbardziej trwały i skuteczny".
Oprócz snów o różnych gatunkach żywności, towarzyszyły mi sny o chlebie. Jest to najważniejszy pokarm dla człowieka, otrzymywany z ziarna zbóż. Chleb jest pokarmem powszednim, czyli najbardziej zwyczajnym, a równocześnie świętym. Rozpoczyna się od zasiewu ziarna, potem jest delikatna zieleń wschodzących zasiewów, złociste łany dojrzałego zboża, potem praca żniwiarzy i zbiór dorodnych plonów, następnie przesiewanie, mielenie, przygotowywanie ciasta na chleb i wypiek w gorącym piecu.
Każdy z tych etapów powstawania chleba ma bogatą symbolikę i przynosi wiedzę o kształtowaniu się ważnych cech ludzi, o drodze przebytej przez ludzką kulturę. Zatem sny o chlebie u ludzi nie odczuwających głodu fizycznego mówią o pokarmie życia, który albo przybiera postać duchową, jaką jest Eucharystia, albo ma charakter duchowo - naturalny. U Boga wypraszamy nasz codzienny chleb jako najważniejsze pożywienie, jako symbol wszystkiego , co jest nam potrzebne. W ten sposób chleb jest symbolem wielu zjawisk, ale zawsze wyrażą to co stanowi faktyczną potrzebę, a nie luksus. Oto mój sen. "Byłam na zakupach, wchodziłam do różnych sklepów. W pewnym momencie zauważyłam piekarnię, zdziwiłam się trochę, ponieważ w tym miejscu nigdy wcześniej jej nie było. Weszłam do środka. Zauważyłam bogaty wybór wszelkiego gatunku pieczywa. Były chleby i duże i małe, prostokątne i okrągłe. Te ostatnie miały na wierzchu znak krzyża. Wtedy pani, która obsługiwała piekarnię zaczęła, mi podawać dużą ilość różnego gatunku chleba. Uderzyła mnie taka ogromna obfitość i przeświadczenie, że nigdy nie zaznam biedy, bo mogłam zabierać niezliczona ilość pieczywa. Na koniec obsługująca mnie pani powiedziała, że chleb obdarzony jest niezwykłą i cenną wartością, której nie wolno mi zmarnować".

POSZERZANIE POLA ŚWIADOMOŚCI
(CZĘŚĆ 7)
LINK! DO CZĘŚCI 6

LINK! DO CZĘŚCI 8

W moim życiu pojawiło się wiele i jak się później okazało bardzo ważnych snów, których akcja rozgrywała się w domu. Senny architekt jednak może zmienić dobrze nam znany dom i przebudować go zgodnie ze swoim zamierzeniem. Łączy elementy różnych budowli i dowolnie dobiera poszczególne elementy, aby powstała nowa budowla, bardziej doskonała. W domu widzianym we śnie jest więc wiele szczegółów z naszego życia, również tych najnowszych, dopiero się tworzących, a całość wiąże się w psychiczną całość. To co się dzieje w domu, toczy się w nas samych. Często sami jesteśmy domem. Porównanie z domem daje nam wiedzę o naszym stanie wewnętrznym i może powiedzieć jak jesteśmy ukształtowani w wewnątrz i na zewnątrz. Również nasze ciało i to, co się w nim dzieje, przedstawione jest w obrazie duszy jako dom i gospodarstwo domowe. Niektóre pomieszczenia domu nie wydają się najważniejsze, a przy ocenie odsuwane są w cień. Wiążą się z nimi jednak szczególne spostrzeżenia i uczucia, które kojarzy się z z dziwnymi wspomnieniami i kompleksami. Najczęściej jednak podczas marzeń sennych pojawiają się te części domu, które mają znaczenie ambiwalentne ( dwuznaczne). Do takich pomieszczeń należą: piwnica, kuchnia, sypialnia, garderoba, łazienka, toaleta, oraz strych. Wybrałam te elementy domu, ponieważ w moich snach często rozgrywała się tam akcja. Teraz po kolei omówię ich symbolikę.
 
Piwnica
Piwnicę ze snu, podobnie jak rzeczywistą wypełnia tajemnicze intensywne życie, kryją się w niej różne niebezpieczeństwa. Tu są zapasy nagromadzone przez duszę, możliwości całego nieświadomego procesu oraz nierozpakowane jeszcze rzeczy, które jeszcze nie są do naszej dyspozycji. Oto mój sen o pobycie w piwnicy " Zmierzchało, kiedy postanowiłam zejść do piwnicy. Podniosłam klapę i wtedy moim oczom ukazał się niezwykle ciekawy i zdumiewający widok. Zamiast mroku, którego się spodziewałam, zobaczyłam jasność, która zalegała całe pomieszczenie. I co ciekawe panował w nim bal. Towarzystwo rozochocone bawiło na całego. Panowała wesoła atmosfera, która udzieliła się również mnie. Spojrzałam na suto zastawione stoły i zapasy zgromadzone na półkach znajdujących się przy ścianach. Na pierwszy rzut oka uderzyła mnie ogromna obfitość tego pomieszczenia. Po chwili podszedł do mnie jeden z uczestników zabawy i powiedział, że chce mnie widzieć główny organizator, starosta imprezy. Weszłam do drugiego pomieszczenia, panował w nim półmrok, który spowodował u mnie poczucie niepewności i strachu. Człowiek, który mnie wezwał przyglądał mi się badawczo, ubrany był jak wódz indiański, miał kolorowy płaszcz i pióropusz wokół głowy. Widząc moją niepewność powiedział; zeszłaś do głębi własnej duszy, w której oprócz zapasów duchowych znajduje się mrok i strach, który musisz wydobyć i pokonać, wtedy dopiero będziesz mogła dopiero korzystać z zapasów, które jeszcze nie są rozpakowane. i rzeczywiście wtedy mój wzrok padł na stos ładnie poukładanych skrzynek, które jeszcze nie były rozpieczętowane. Gdy zwróciłam wzrok z powrotem na swojego rozmówcę, okazało się go już tam nie ma i, że jestem sama, ale co ciekawe opuścił mnie strach przed tą nową sytuacją, z którą miałam się zmierzyć".
 
Kuchnia

Prawdziwa kuchnia jest centrum domowego ogniska. Tutaj przygotowuje się posiłki, wykonuje wszelkie możliwe kulinarne czynności ( stąd podobieństwo do układu pokarmowego). Z tego powodu brzuch jest nazywany kuchnia ciała, a sny o kuchni symbolizują proces naszego duchowego trawienia. Kuchnia jest królestwem kobiety, dlatego kobieta, kucharka , matka wyraża utajone w nas i ożywające matczyne życie. Kuchnię wypełniają najosobliwsze fantazje - od najdalej idących przeczuć alchemicznego procesu przemian, który musi przeniknąć duszę, po różne symbole falliczne takie jak: ubijak, ciemny kominek itd. Oto mój sen " Znajdowałam się w kuchni, miałam przygotować posiłek dla większej ilości osób. Pomieszczenie wypełniał półmrok, który dodawał wrażeń tajemnicy. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do półmroku, zauważyłam, że ta kuchnia to jakaś inna, odbiegała od urządzenia tradycyjnym sposobem. Bardziej przypominała mi laboratorium. Mnóstwo jakiś probówek, szklanych połączeń. Gdy rozglądałam się dłużej, zobaczyłam palenisko, w którym radośnie buzował delikatnie płonący ogień. Przez głowę przemknęła mi myśl, że ktoś tu jest lub niedawno był. Rozglądałam się dalej, wtedy na okapie kominka zauważyłam książkę : J.W. Goethe " Faust". Przecież to książka o alchemii - powiedziałam do siebie. Chwilę się zastanawiałam do czego ona może mi posłużyć. Na jeden raz mnie olśniło; przecież to instrukcja jak mam wykonać ten cały proces alchemiczny. Po chwili zauważyłam, że probówki wcale nie są puste, a wypełnia je pomarańczowo - czerwona ciecz. Skojarzyłam to z dobrze zaparzoną herbatą. Palący się ogień powodował, że znajdujące się w szklanych naczyniach mikstury pod wpływem temperatury zaczynają wesoło bulgotać. Uderzyło mnie takie wyważenie, umiarkowanie w dozowaniu energii, ponieważ ten proces przebiegał, a nie było zagrożenia, że coś wybuchnie, lub pójdzie nie tak. Po pewnym czasie udało mi się przygotować picie, natomiast nie przygotowałam jedzenia, nurtowało mnie pytanie; co ludzie będą jeść i wtedy się przebudziłam".
 
Sypialnia

Niektóre historie we śnie dzieją się w sypialni i maja intymny nastrój. Sypialnia to nasza przestrzeń prywatna, tu śpimy pogrążając się w nieświadomości. Dzielimy ją z kimś, kto do nas należy i do kogo my należymy. Sen bardzo poważnie traktuje łóżko w sypialni, w myśl powiedzenia: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Ten mebel symbolizuje nasze nieświadome położenie. W łóżku czuje się spokój, bezpieczeństwo, śpiącym nie stawia się żadnych wymagań. Ale często we śnie odczuwamy niepokój, który wymaga bliższego potraktowania. Oto mój sen " Wieczorem podeszłam do swojej sypialni, wtedy zauważyłam, że moje łóżko jest całkowicie rozgrzebane. Oddzielnie leżał materac, prześcieradło i poszczególne części pościeli. Osoby, które dokonywały prześcielenia pościeli bardzo dokładnie czyściły całe łóżko, dopiero później położyły świeżą pościel". Inny sen o łóżku rozgrywał się nie w mojej sypiali, ale w na oddziale neurologicznym w szpitalu. Przytoczę go ze względu na wymowę " Weszłam na oddział neurologii, wtedy moim oczom ukazał się nieco dziwny widok. Otóż pielęgniarki prześcielały łóżko. Nic by nie było w tym nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że te wszystkie czynności wykonywały w maskach przeciwgazowych i białych ubraniach ochronnych. Zapytałam dlaczego tak są ubrani. Ich odpowiedź mnie zszokowała. Odpowiedzieli mi, że moje emocje są tak nawarstwione przez lata, że nie ma innego sposobu, aby je usunąć. Trzeba zastosować taką właśnie dezynfekcję, aby zniszczyć ich toksyczność. Wtedy będę zdrowa".
 
Garderoba

Sny o garderobie, ubiorach, które nosimy też są bardzo wymowne. Otóż garderoba, jako pomieszczenie na ubiory w moich snach była ładnie urządzona. Panował w niej idealny porządek. Co było charakterystyczne to fason ubiorów: niektóre z nich miały kształt tunik w kolorze pomarańczowym, które noszą buddyjscy mnisi, inne stroje przypominały szaty liturgiczne, które noszą duchowni katoliccy z papieżem na czele (białe alby i różnokolorowe ornaty - czarnego tylko nie było). Jeśli chodzi o strój świecki to dominowały głównie sukienki w kolorze różowym i białym. Innych gatunków odzieży tam nie było. Bardzo mnie to zastanawiało, przecież w życiu realnym noszę nieco inną garderobę.
 
Łazienka

Łazienka jako miejsce przypisane zewnętrznemu i symbolicznemu wewnętrznemu oczyszczeniu, zajmuje ważne miejsce w domu. W moich licznych snach o łazience przejawiał się zawsze motyw kąpieli całego ciała, z użyciem środków czyszczących chociażby takich jak mydło. Ale nie to było jednak najważniejsze. Otóż w jednym z moich snów pojawiała się całkowicie nowa, inna łazienka, o której nie miałam pojęcia, że istnieje. Była bardzo nowoczesna, bardzo pojemna, biała wanna zachęcała do gruntownej kąpieli. Obok wanny były przybory toaletowe i delikatne środki czystości. W lewym rogu łazienki znajdowały się misternie wykonane schody, które prowadziły na strych. Otwór był w kształcie kwadratu i szczelnie zakrywał wejście. Postanowiłam sprawdzić i zaczęłam się wchodzić po schodach. Wtedy usłyszałam za sobą głos: żeby tam wejść, należy się wcześniej dokładnie oczyścić. Gdy się odwróciłam, obaczyłam kobietę ubraną na biało, wyglądała jakby była łaziebną i sprawowała pieczę nad tym szczególnym miejscem. Po tych słowach zeszłam i zażyłam kąpieli.
 
Toaleta

Ważne są również sny rozgrywające się w toalecie. Ta mała przestrzeń ma dla człowieka większe znaczenie, niż mu się je przyznaje. W tym miejscu jest sam na sam ze swoim ciałem, by pozbyć się balastu materii i oczyścić z tego, co trywialne. Przywraca się zatem porządek, uwalnia od tego, co niepotrzebne i w związku z tym odczuwalne jako brud i nieczystość. Mój sen o toalecie był wyjątkowy, choćby z tego względu, że spotykam w niej papieża Jana Pawła II. Dostojna postać poinformowała mnie, że z wartości mało znaczących mogą powstać rzeczy wielkie i doniosłe. Dodał, że proces alchemiczny przekształca zanieczyszczenia w złoto, dzięki czemu powstaje
z elementu wzgardzonego - ten najszlachetniejszy, czyli doskonały.
 
Strych

Strych znajduje się zawsze na najwyższej kondygnacji domu, w miejscu, które symbolicznie przynależy naszej konstrukcji myślowej. Dlatego tak ważne jest, aby tam panował idealny porządek, inaczej w naszej głowie będzie chaos myślowy, który może prowadzić do poważnych zaburzeń. Im bardziej mamy uporządkowany strych, tym bardziej w naszej głowie myśli są uporządkowane i przejrzyste. Dlatego nie można na strychu gromadzić rupieci i niepotrzebnych rzeczy, ponieważ skutecznie blokują przepływ nowej energii życiowej.
Na zakończenie chciałam dodać, że używane pomieszczenia w domu zostają we śnie jakby ponownie odkryte i naznaczone nowymi i głębszymi wartościami. W jednym ze snów miałam zestawione na zasadzie analogii dwa swoje domy, jeden był jego starą częścią, a drugi był świeżo wyremontowany i gotowy do zamieszkania. Pojawiały się w nim nowe pomieszczenia, których nie było w starej części. Nowa część urządzona była z gustem i bardzo nowocześnie, wyposażona była we wszelkie wygody. Należało tylko ją zamieszkać. Odkrywanie i zamieszkiwanie poszczególnych części domu wiąże się z integracją czterech procesów, którymi są: postrzeganie, myślenie, odczuwanie i intuicja. U każdego człowieka najbardziej rozwinięta jest funkcja związana ze świadomością i wolą. Funkcja przeciwna jest wtedy mało rozwinięta i nieświadoma, dlatego należy równoważyć wszystkie, aby poszerzyć granice swojej świadomości, która wtedy dopiero wznosi się na wyższy poziom rozwoju.
cdn...

MOJE SNY
(CZĘŚĆ 8)
LINK! DO CZĘŚCI 7

W moim życiu bardzo często pojawiały się sny, które " wyświetlały" się pewnymi odcinkami, cyklami. Jeden taki rzut snów dotyczył mojej symbolicznej drogi życia i jej orientacji. W trakcie tych snów byłam pielgrzymem i odkrywałam nieznane mi dotąd drogi. Charakterystyczne były przy tym cechy drogi, którą się poruszałam, krajobrazy i miejsca, przez jakie prowadziła, jej cel i występujące na niej przeszkody. Sny potrafią nieustannie opowiadać o naszej pielgrzymce, wprowadzać we wszystkie jej szczegóły. Istotnego znaczenia nabiera kierunek drogi, zabrane wyposażenie oraz ewentualni towarzysze.
Przez pewien czas towarzyszyły mi sny, w czasie których właśnie pokonywałam drogę w każdym kierunku geograficznym. Kierunek południowy, w którym wędrowałam podczas snu piękną asfaltową drogą skąpaną w słońcu wprowadził w moim życiu ocieplenie oraz wykształcił siłę woli. Przecież podążanie na południe to podążanie w kierunku ciepłych krajów. Z kolei droga na północ, którą też podążałam dla równowagi wprowadzała w moje życie symboliczne ochłodzenie, wprowadziła mnie do królestwa domysłów i intuicji. Wszak ten kierunek geograficzny symbolizuje też noc z jej przeczuciami. Kierunek zachodni, w którym też odbywałam senne podróże prowadził mnie do ekstrawertycznego postrzegania i porządku, gdy zaś kierunek wschodni budził u mnie intensywność myślenia o charakterze nierzadko introwertycznym.
Jak łatwo zauważyć towarzyszące mi sny o czterech stronach świata były prospektywną zapowiedzą równowagi, która powoli kształtowała się się w moim życiu. Na ścieżkach moich snów pojawiały się bardzo często skrzyżowania i rozstaje dróg. Gdy potem zestawiłam treść snu z pewnymi sytuacjami zachodzącymi w moim życiu, stwierdziłam, że są one potężnym nośnikiem duchowej energii oraz bardzo wymownym obrazem procesów zachodzących wewnątrz mojej psychiki. Na skrzyżowaniu dróg zawsze staje się przed decyzją, w którą stronę należy się udać, pójść w lewo czy w prawo, a może na wprost siebie. Strona lewa oznacza wartości " ciemne", czyli podświadome, kobiece. Natomiast strona prawa odnosi się do świadomości, do wartości intelektualnych, męskich.
Gdy analizowałam ten sen zdziwiłam się, że wybrałam skręt w lewą stronę. Przecież jako kobieta powinnam skręcić w prawo, aby uzupełnić swoją psychikę o elementy męskie. I tu z pomocą przyszły mi kolejne elementy sny. Otóż kierowałam pojazdem jednośladowym, motocyklem, a ten pojazd wyjątkowo przynależy do mężczyzn. Otóż sen pokazał mi, że jestem za bardzo męska, że muszę obudzić w sobie zagrzebane gdzieś głęboko kobiece wartości duchowe. Gdy prześledziłam swoje dotychczasowe życie, to znalazłam w nim dużo takich wątków "męskich", chciałam być twarda, niezależna, nawet chciałam wykonywać niektóre zajęcia przynależne mężczyznom.
Kilka razy pojawiły się też u mnie sny rozgrywające się na rozstajach dróg. Jeden z nich
był szczególnie wymowny. Otóż będąc w takim miejscu zobaczyłam tablicę informacyjną z nazwą miejscowości " Ciężkowice". W kierunku tej miejscowości prowadziła bardzo rzadko uczęszczana droga, o czym świadczyła pięknie zachowana nawierzchnia. Gdy udałam się tą drogą, zauważyłam, że droga nie ma żadnych przeszkód, wiec bez trudu dotarłam do pięknego trzypiętrowego budynku w kolorze pięknego fioletu, wokół okien były namalowane białe paski dla ozdoby. Gdy podeszłam bliżej, zauważyłam, że ten duży budynek, to szkoła. Gdy weszłam na parter i pierwsze piętro czułam się wspaniale, bardzo mi się tam podobało. Natomiast, gdy weszłam na drugie piętro, zaczęłam odczuwać tylko lekki niepokój. Gdy zaś pokusiłam się, aby wejść wyżej, poczułam ogromny lęk wysokości.
Wtedy odezwał się do mnie mężczyzna, którego wcześniej nie zauważyłam, że nie można tak szybko pokonywać odległości między poszczególnymi piętrami. Uświadomił mi, że wznoszenie się na wyższe stopnie rozwoju duchowego, jest równoznaczne z pokonywaniem pięter w budynku. Gdy się nie jest gotowym, to wtedy można odczuwać właśnie lęk wysokości. Dodał, że nazwa tej miejscowości wskazuje na ciężar, ciężkość, wysiłek, który trzeba włożyć, aby z tym ciężarem się uporać. Na koniec podkreślił, że należy być przede wszystkim cierpliwym i niczego nie przyśpieszać.
cdn...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz