Kotki z obozów śmierci
Wszystkie drogi prowadzą do Kościoła... Do instytucji, która , w trakcie
swych kilku tysięcy lat istnienia, zdążyła wpisać na karty swych
osiągnięć co ważniejsze zmiany, jeśli mowa o kwestii wiary. A wydawać by
się mogło, że temat ten ciągle pozostaje zamknięty, no bo komu może
przyjść do głowy taki pomysł? A jednak przyszedł i to nawet kilka. Ale
skupmy się jednak na jednym...
Śledząc historię w dziejach przedchrześcijańskich trzeba było dokonać
pewnych ulepszeń, by można było coraz łatwiej manipulować zdewociałym
społeczeństwem. Otóż bóg tamtych lat nie był wcale litościwy, a tym
bardziej miłosierny. Był on wszechwładnym zsyłającym potop, mszczący się
na ciemiężycielach swych owieczek, palący Sodomę i Gomorę, nakazujący
palić pierworodnych w dowód posłuszeństwa i dobrej woli, karzący za
najdrobniejszy przejaw niesubordynacji ludzi nieważne jak wysoko
postawionych w hierarchii „swych- zwolenników”, a jednocześnie zsyłający
mannę z nieba... Czy jest on podobny do boga naszych czasów, który jest
obecny jedynie tam, dokąd idziemy, by odebrać swą nagrodę za upadanie
do nóg pośrednikom?
Dziś takie bezapelacyjne posłuszeństwo byłoby źle przyjęte, bo
niezrozumiane i pewnie dalej broczące w bagnie nietolerancji. Dziś
dysponujemy pojęciem „wolnej woli”, czyli- dziś- możemy wybrać. Ale jaka
to przyjemność wyboru między niekończącym się żarem ognia piekielnego, a
przyjemną wegetacją w niebie? Poza tym, jest ona ograniczona przez
nakazy, zakazy i wieczne niespełnienie, a jedyny jej przejaw leży w tym,
czy jesteśmy z Kościołem, czy też nie. Wiadomo, że trzeba było zmienić
założenia instytucji, przekształcić boga na obraz docierający do
współczesnego człowieka. W życiu teraźniejszym należy jednak więcej
dawać i nie żądać czegoś w zamian, taką mamy rzeczywistość. Bóg stał się
narzędziem w rękach kapłanów. Jak zatem można ufać czemuś, co
dostosowywuje się zarówno do swoich potrzeb, jak i jednocześnie do
potrzeb wyznawców dłuższą już chwilę oraz tych potencjalnych? Kościół
dziś to jedynie martwa idea...
Księża przychylnym okiem spoglądają na to, co dzieje się na zachodzie Europy i ( o zgrozo!) bardzo chcieliby, by coś takiego miało miejsce również w naszym kraju, a nie tylko we Włoszech. Czy naprawdę są im potrzebne dodatkowe fundusze i to właśnie z naszej kieszeni- z kieszeni podatników? Zgodzę się z tym, by pewną część z podatków przeznaczać na cele charytatywne, na budowę nowego stadionu, ale nie na to, by duchowni kupowali sobie coraz to nowsze, lepsze i droższe samochody podczas, gdy większości ciężko pracujących obywatelom za środek lokomocji służy zbitek żelastwa z ‘89. Wiem, że istnieją biedniejsze parafie, a nawet i bardzo biedne, gdzie za odprawioną mszę za duszę zmarłego, chrzest, czy coś w tym rodzaju, płaci się nie pieniędzmi, lecz ziemniakami. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale istnieją pewne obowiązkowe datki wśród społeczności księży, które regulują sytuację materialną co biedniejszych. Nie zapominajmy jednak, że sami sobie kaszkę ugotowali, w ich interesie jest jednak to, czy zdecydują się na konsumpcję w ramach powołania, czy też na rozpoczęcie ekscesów kulinarnych od nowa. Oto jednak nastają piękne lata w życiu Izraela, a wola boża zmienia się na wolę kapłanów. Odtąd trzeba przestrzegać porządku narzuconego przez religię, a raczej przez wyższych urzędników hierarchii kościelnej. I tak wszędzie, nieważne gdzie jesteśmy, co robimy i jak żyjemy, dogonią nas i dorwą „kotki z obozów śmierci”, by wszystko uświęcić...
Rodowód szatana.
Jedno z wysokich miejsc w hierarchii aniołów zajmował niejaki szatan. Był jakby wykonawcą rozkazów Boga. Świadczą o tym rozdziały Księgi Hioba. Pisze w niej autor, bowiem, że: “[…] rzekł Pan do szatana: Oto jest w twej mocy [tj.Hiob – przyp.Lectus]. Tylko życie mu zachowaj […] Odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego i obsypał Hioba trądem […]”. I tak szatan wykonał polecenia miłosiernego JHWH, zaznaczyć należy to, iż ST jest księgą żydów więc opisywane w niej akcje nie mają praktycznie nic wspólnego z chrześcijaństwem, dają więc wyraz istnieniu Jahwe a nie Boga. Ponadto szatan stał przy boku Pana jako doradca, mówi bowiem JHWH do szatana: “[…] choć Mnie nakłoniłeś do zrujnowania go […]”. Można by powiedzieć, że w ST postać szatana jest może nawet nie pozytywna, ale na pewno nie jest traktowana negatywnie. Właściwie trzeba niezwłocznie zauważyć, że judasy nie znały postaci diabła w rozumieniu współczesnym: szatan nie był naczelnym złym duchem ani przywódcą zbuntowanych aniołów. Kabała żydowska znała natomiast wiele złych duchów zwanych, podobnie jak w Grecji demonami.
NT natomiast wprowadza rewolucje. Stało się bowiem tak, że słowo ‘szatan’ oznacza w hebrajskim ‘przeciwnik’ więc, kiedy Ojcowie Kościoła zabrali się do studiowania słów pisma, strącili szatana do piekieł. Za czasów chrześcijaństwa utożsamiony został także z wężem.
Głosi NT, że “[…] Bóg zaś pokoju zetrze wkrótce szatana pod waszymi stopami[…]”. Jednakże prawdziwą zagładę przygotowuje Bóg przy użyciu swego starego pomocnika czyli szatana, jak za czasów ST, w Objawieniu Jana. Upalony Jasiek pisze bowiem w trzynastym rozdziale, co chyba nie jest bez znaczenia, gdyż liczba ‘13’ symbolizowała śmierć, że miał wizje Bestii. Tak oto zaczynają się owe słowa przepowiadające zagładę: “[…] I ujrzałem Bestię wychodzącą z morza, mającą dziesięć rogów i siedem głów […]”, lecz “[…] został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie […]”, co wskazywałoby, że wszystko powróci do normy. Jednakże nie jest to prawda gdyż, po wypaleniu następnych lufek Jasiek znów ma wizje: “[…] I ujrzałem Bestię i królów ziemi, i wojska ich zebrane po to, by stoczyć bój […]”. Aniołowie Boga zebrali się więc “[…] aby pożreć trupy królów, trupy wodzów i trupy mocarzy, trupy koni i tych, co ich dosiadają”. Ci głupcy stanęli przeciw Bogu, jego armii i zasmakowali “[…] zapalczywego gniewu wszechmogącego Boga”. “I pochwycono Bestię, a z nią Fałszywego Proroka [to chyba o Mnie –przyp.Lectus], co czynił wobec niej znaki, którymi zwiódł tych, co wzięli znamię Bestii i oddawali pokłon jej obrazowi. Oboje żywcem wrzuceni zostali do ognistego jeziora, gorejącego siarką”. Następnie miłość Boga, który “Zazdrosnym i mszczącym się Bogiem jest […]; mścicielem jest […] i Władcą [pełnym] gniewu; […] długo się gniewa na swoich nieprzyjaciół”, objawiła się w ten sposób, że: “[…]ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce. I pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wtrącił go do Czeluści, i zamknął, i pieczęć nad nim położył, by już nie zwodził narodów, aż tysiąc lat się dopełni. A potem ma być na krótki czas uwolniony”. Kiedy natomiast minie tysiąc lat, które jednak minęły, ale zapobiegawczo przez Kościół zinterpretowane zostały jako okres być może nieskończenie długi, “[…] z więzienia swego szatan zostanie zwolniony. I wyjdzie, by omamić narody”. Wszystko staje się jasne kiedy wytrzeźwiały już Jan podaje: “[…] Jam Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec […]”. Można zatem stwierdzić dosyć jasno i trzeźwo, że szatan nadal pozostaje wysłannikiem bożym, tak jakby Bóg potępiał go, ale jednocześnie go potrzebował.
Diabeł chrześcijański jest także synonimem grzechu seksualnego, co podkreśla wspominana wyżej Apokalipsa: “[…] Na zewnątrz są psy, guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy i każdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje […]”, gdzie psy występują jako fetyszyści. Gdzie jednak jest granica? Które akty seksualne są uważane za zbożne, a które nie? Tą kwestię ostro poruszali na soborach i w swoich własnych teologiczno-filozoficznych dziełach uczeni Kościoła. Historia chrześcijaństwa zna wiele ciekawych rozwiązań, wedle których to jedynym aktem seksualnym jest seks w pozycji klasycznej. Jednakże sam temat seksu był zdecydowanym tabu dla średniowiecznych. Fakt, że tak zdecydowanie zmienił się stosunek Kościoła do seksu świadczy przeciw prawdziwości całokształtu tejże religii.
Dla teologów średniowiecznych znana była doktryna instrumentum diaboli, co było określeniem na kobietę. Ciekawym jest jednak, że religie pogańskie generalnie kultywowały seks. Przykładem tego są orgie seksualne za panowania bogini Isztar w Sumerze. Przeświadczenie o tym, że seks jest dobrodziejstwem wypływa oczywiście z motywów bogini-matki i kultu płodności.
Obok szatana istniał misiek Lucifer. W rzeczywistości nie jest to postać chrześcijańska, lecz był pogańskim bogiem czczonym na terenach starożytnej Italii. Był symbolem światła i niosącego przez nie ciepła i jasności. Przez mitologię chrześcijańską utożsamiony z aniołami upadłymi wraz z szatanem, na skutek błędnej interpretacji słów zawartych w księdze Izajasza: “Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię […]”. Ową błędne tłumaczenie tegoż fragmentu podaje nawet sam Kościół Chrześcijański, ale postać Lucifera nie została przywrócona do poprzedniego miejsca w religioznawstwie. “Jakże to spadłeś z niebios” odnosi się do króla Babilonii, który ze względu na swoje liczne i nieprzebrane wręcz bogactwa, stał się symbolem napsucia moralnego, rozpusty i pijaństwa.
Oto właśnie nadszedł czas na ukochanego demona gorzały! Współczesna nauka Kościoła pijaństwo nazywa grzechem. Ale ST napomknął kiedyś, że rolnik Noe, miał kiedyś winnice i “[…]gdy potem napił się wina, odurzył się [nim] i leżał nagi w swym namiocie. Cham, ojciec Kanaana, ujrzawszy nagość swego ojca, powiedział o tym dwu swym braciom, którzy byli poza namiotem. Wtedy Sem i Jafet wzięli płaszcz i trzymając go na ramionach weszli tyłem do namiotu i przykryli nagość swego ojca; twarzy zaś swych nie odwracali, aby nie widzieć nagości swego ojca. Kiedy Noe obudził się po odurzeniu winem i dowiedział się, co uczynił mu jego młodszy syn […]” i opierdolił go bardzo skrupulatnie, że zamiast pomóc pijakowi, by nie zmarzł, ten zeń się nabijał. JHWH przymknął oko, bo Noe był przecież wybrańcem więc mógł się kapeczke ozreć. Także dobry Józef wraz z braćmi ostro walili w kocioł: “[…]Oni zaś ucztując z nim rozweselili się pod wpływem wina”. Żydzi bardzo oczekiwali na swojego proroka, który miał cały czas chodzić pijany, albowiem “[…]będą mu się iskrzyły oczy od wina”, iskrzyły tzn. były zmętniałe, za wzorem przypisu. Wyczekiwany Jezus wcale jednak nie tykał się wódeczki.
O ile dobrzy mogli pić do woli, to już w ST pojawiły się przestrogi: “[…] Przy piciu wina nie bądź zbyt odważny, albowiem ono zgubiło wielu”. Dobrze byłoby również, aby kapłani powstrzymywali się od wina podczas odprawiania modlitwy, dziś: mszy, pisze bowiem Mojżesz: “Następnie Pan powiedział do Aarona: «Kiedy będziecie wchodzić do Namiotu Spotkania, ty i synowie twoi, nie będziecie pić wina ani sycery, abyście nie pomarli! To jest ustawa wieczysta dla wszystkich waszych pokoleń, abyście rozróżniali między tym, co święte, a tym, co świeckie, między tym, co nieczyste, a tym, co czyste […]”. Także drwale mający budować świątynie dostali wielki zapas gorzały: “[…]dwadzieścia tysięcy kor wymłóconej pszenicy, dwadzieścia tysięcy kor jęczmienia, dwadzieścia tysięcy bat wina […]”.
Wnioskując więc, o ile ST o piciu wódeczki mówi dosyć pobłażliwie, to NT wprowadza zupełne przeciwieństwo. Jakiś wielki mózg napisał niegdyś ową bzdurę: “[…] Dobrą jest rzeczą nie jeść mięsa i nie pić wina […]”. Wielce ciekawym wydaje się fakt, że w ST wybrańcy mogli walić w kocioł, natomiast Jezus i Chrzciciel winka nie pijali: “Będzie bowiem wielki w oczach Pana [tj.Jezus-przyp.Lectus]; wina i sycery pić nie będzie […]”. Chrzciciel, który był zboczony, albowiem “[…] nie jadł chleba i nie pił wina […]”, ale miewał także i inne zboczenia, typu pożeranie szarańczy i totalny brak higieny.
Od czasów Jezusa, Kościół zdecydowanie potępił i potępia nadal kielonki. Tłumaczenie kręci się obok przykazania Nie zabijaj ale dlaczego alkohol miałby niby zabijać bardziej niż np. poranne wędrówki do kościoła przez miasto pełne spalin, czy praca pełna stresów. Znana jest także lecznicza strona procentów. Objawia się ona nie tylko w słynnym tłumaczeniu ‘jednego’ jako ‘na sedruszko’ czy ‘dla zdrowia’, ale także w medycznych badaniach. Nowotestamentowcy za Jezusa także znali owe dobre strony alkoholu: “[…] Samej wody już nie pij, używaj natomiast po trosze wina ze względu na żołądek i częste twe słabości!”.
Księża przychylnym okiem spoglądają na to, co dzieje się na zachodzie Europy i ( o zgrozo!) bardzo chcieliby, by coś takiego miało miejsce również w naszym kraju, a nie tylko we Włoszech. Czy naprawdę są im potrzebne dodatkowe fundusze i to właśnie z naszej kieszeni- z kieszeni podatników? Zgodzę się z tym, by pewną część z podatków przeznaczać na cele charytatywne, na budowę nowego stadionu, ale nie na to, by duchowni kupowali sobie coraz to nowsze, lepsze i droższe samochody podczas, gdy większości ciężko pracujących obywatelom za środek lokomocji służy zbitek żelastwa z ‘89. Wiem, że istnieją biedniejsze parafie, a nawet i bardzo biedne, gdzie za odprawioną mszę za duszę zmarłego, chrzest, czy coś w tym rodzaju, płaci się nie pieniędzmi, lecz ziemniakami. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale istnieją pewne obowiązkowe datki wśród społeczności księży, które regulują sytuację materialną co biedniejszych. Nie zapominajmy jednak, że sami sobie kaszkę ugotowali, w ich interesie jest jednak to, czy zdecydują się na konsumpcję w ramach powołania, czy też na rozpoczęcie ekscesów kulinarnych od nowa. Oto jednak nastają piękne lata w życiu Izraela, a wola boża zmienia się na wolę kapłanów. Odtąd trzeba przestrzegać porządku narzuconego przez religię, a raczej przez wyższych urzędników hierarchii kościelnej. I tak wszędzie, nieważne gdzie jesteśmy, co robimy i jak żyjemy, dogonią nas i dorwą „kotki z obozów śmierci”, by wszystko uświęcić...
Rozdział drugi: Diabeł .
obrzezany, ukrzyżowany i pijanyOd
Tak już wybrała koleżanka historia, że po czasach wielkich religii
starożytnych przyjaciół Egipcjan i Babilonów, przyszedł na świat ich
kolejny syn: judaizm. Najwięcej cech religii Mezopotamii przejął judaizm
podczas niewoli w Babilonie. To już wiemy i zajmować się tym nie
będziemy.
W religii żydowskiej występował jeden naczelny bóg, Jahwe, któremu
podlegały dobre duchy. Przeciw nimi występowały złe duchy, zwane
demonami, (np.Asmodeus – perski Aeszma-deva, czy Baal-zebub również na
pierwowzorze perskiego Arymana i kannańskiego Baala). Postać Lucifera
jest jednak tworem kabały 675 chrześcijańskiej.
Rodowód szatana.
Jedno z wysokich miejsc w hierarchii aniołów zajmował niejaki szatan. Był jakby wykonawcą rozkazów Boga. Świadczą o tym rozdziały Księgi Hioba. Pisze w niej autor, bowiem, że: “[…] rzekł Pan do szatana: Oto jest w twej mocy [tj.Hiob – przyp.Lectus]. Tylko życie mu zachowaj […] Odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego i obsypał Hioba trądem […]”. I tak szatan wykonał polecenia miłosiernego JHWH, zaznaczyć należy to, iż ST jest księgą żydów więc opisywane w niej akcje nie mają praktycznie nic wspólnego z chrześcijaństwem, dają więc wyraz istnieniu Jahwe a nie Boga. Ponadto szatan stał przy boku Pana jako doradca, mówi bowiem JHWH do szatana: “[…] choć Mnie nakłoniłeś do zrujnowania go […]”. Można by powiedzieć, że w ST postać szatana jest może nawet nie pozytywna, ale na pewno nie jest traktowana negatywnie. Właściwie trzeba niezwłocznie zauważyć, że judasy nie znały postaci diabła w rozumieniu współczesnym: szatan nie był naczelnym złym duchem ani przywódcą zbuntowanych aniołów. Kabała żydowska znała natomiast wiele złych duchów zwanych, podobnie jak w Grecji demonami.
NT natomiast wprowadza rewolucje. Stało się bowiem tak, że słowo ‘szatan’ oznacza w hebrajskim ‘przeciwnik’ więc, kiedy Ojcowie Kościoła zabrali się do studiowania słów pisma, strącili szatana do piekieł. Za czasów chrześcijaństwa utożsamiony został także z wężem.
Głosi NT, że “[…] Bóg zaś pokoju zetrze wkrótce szatana pod waszymi stopami[…]”. Jednakże prawdziwą zagładę przygotowuje Bóg przy użyciu swego starego pomocnika czyli szatana, jak za czasów ST, w Objawieniu Jana. Upalony Jasiek pisze bowiem w trzynastym rozdziale, co chyba nie jest bez znaczenia, gdyż liczba ‘13’ symbolizowała śmierć, że miał wizje Bestii. Tak oto zaczynają się owe słowa przepowiadające zagładę: “[…] I ujrzałem Bestię wychodzącą z morza, mającą dziesięć rogów i siedem głów […]”, lecz “[…] został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie […]”, co wskazywałoby, że wszystko powróci do normy. Jednakże nie jest to prawda gdyż, po wypaleniu następnych lufek Jasiek znów ma wizje: “[…] I ujrzałem Bestię i królów ziemi, i wojska ich zebrane po to, by stoczyć bój […]”. Aniołowie Boga zebrali się więc “[…] aby pożreć trupy królów, trupy wodzów i trupy mocarzy, trupy koni i tych, co ich dosiadają”. Ci głupcy stanęli przeciw Bogu, jego armii i zasmakowali “[…] zapalczywego gniewu wszechmogącego Boga”. “I pochwycono Bestię, a z nią Fałszywego Proroka [to chyba o Mnie –przyp.Lectus], co czynił wobec niej znaki, którymi zwiódł tych, co wzięli znamię Bestii i oddawali pokłon jej obrazowi. Oboje żywcem wrzuceni zostali do ognistego jeziora, gorejącego siarką”. Następnie miłość Boga, który “Zazdrosnym i mszczącym się Bogiem jest […]; mścicielem jest […] i Władcą [pełnym] gniewu; […] długo się gniewa na swoich nieprzyjaciół”, objawiła się w ten sposób, że: “[…]ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce. I pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wtrącił go do Czeluści, i zamknął, i pieczęć nad nim położył, by już nie zwodził narodów, aż tysiąc lat się dopełni. A potem ma być na krótki czas uwolniony”. Kiedy natomiast minie tysiąc lat, które jednak minęły, ale zapobiegawczo przez Kościół zinterpretowane zostały jako okres być może nieskończenie długi, “[…] z więzienia swego szatan zostanie zwolniony. I wyjdzie, by omamić narody”. Wszystko staje się jasne kiedy wytrzeźwiały już Jan podaje: “[…] Jam Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec […]”. Można zatem stwierdzić dosyć jasno i trzeźwo, że szatan nadal pozostaje wysłannikiem bożym, tak jakby Bóg potępiał go, ale jednocześnie go potrzebował.
Diabeł chrześcijański jest także synonimem grzechu seksualnego, co podkreśla wspominana wyżej Apokalipsa: “[…] Na zewnątrz są psy, guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy i każdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje […]”, gdzie psy występują jako fetyszyści. Gdzie jednak jest granica? Które akty seksualne są uważane za zbożne, a które nie? Tą kwestię ostro poruszali na soborach i w swoich własnych teologiczno-filozoficznych dziełach uczeni Kościoła. Historia chrześcijaństwa zna wiele ciekawych rozwiązań, wedle których to jedynym aktem seksualnym jest seks w pozycji klasycznej. Jednakże sam temat seksu był zdecydowanym tabu dla średniowiecznych. Fakt, że tak zdecydowanie zmienił się stosunek Kościoła do seksu świadczy przeciw prawdziwości całokształtu tejże religii.
Dla teologów średniowiecznych znana była doktryna instrumentum diaboli, co było określeniem na kobietę. Ciekawym jest jednak, że religie pogańskie generalnie kultywowały seks. Przykładem tego są orgie seksualne za panowania bogini Isztar w Sumerze. Przeświadczenie o tym, że seks jest dobrodziejstwem wypływa oczywiście z motywów bogini-matki i kultu płodności.
Obok szatana istniał misiek Lucifer. W rzeczywistości nie jest to postać chrześcijańska, lecz był pogańskim bogiem czczonym na terenach starożytnej Italii. Był symbolem światła i niosącego przez nie ciepła i jasności. Przez mitologię chrześcijańską utożsamiony z aniołami upadłymi wraz z szatanem, na skutek błędnej interpretacji słów zawartych w księdze Izajasza: “Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię […]”. Ową błędne tłumaczenie tegoż fragmentu podaje nawet sam Kościół Chrześcijański, ale postać Lucifera nie została przywrócona do poprzedniego miejsca w religioznawstwie. “Jakże to spadłeś z niebios” odnosi się do króla Babilonii, który ze względu na swoje liczne i nieprzebrane wręcz bogactwa, stał się symbolem napsucia moralnego, rozpusty i pijaństwa.
Oto właśnie nadszedł czas na ukochanego demona gorzały! Współczesna nauka Kościoła pijaństwo nazywa grzechem. Ale ST napomknął kiedyś, że rolnik Noe, miał kiedyś winnice i “[…]gdy potem napił się wina, odurzył się [nim] i leżał nagi w swym namiocie. Cham, ojciec Kanaana, ujrzawszy nagość swego ojca, powiedział o tym dwu swym braciom, którzy byli poza namiotem. Wtedy Sem i Jafet wzięli płaszcz i trzymając go na ramionach weszli tyłem do namiotu i przykryli nagość swego ojca; twarzy zaś swych nie odwracali, aby nie widzieć nagości swego ojca. Kiedy Noe obudził się po odurzeniu winem i dowiedział się, co uczynił mu jego młodszy syn […]” i opierdolił go bardzo skrupulatnie, że zamiast pomóc pijakowi, by nie zmarzł, ten zeń się nabijał. JHWH przymknął oko, bo Noe był przecież wybrańcem więc mógł się kapeczke ozreć. Także dobry Józef wraz z braćmi ostro walili w kocioł: “[…]Oni zaś ucztując z nim rozweselili się pod wpływem wina”. Żydzi bardzo oczekiwali na swojego proroka, który miał cały czas chodzić pijany, albowiem “[…]będą mu się iskrzyły oczy od wina”, iskrzyły tzn. były zmętniałe, za wzorem przypisu. Wyczekiwany Jezus wcale jednak nie tykał się wódeczki.
O ile dobrzy mogli pić do woli, to już w ST pojawiły się przestrogi: “[…] Przy piciu wina nie bądź zbyt odważny, albowiem ono zgubiło wielu”. Dobrze byłoby również, aby kapłani powstrzymywali się od wina podczas odprawiania modlitwy, dziś: mszy, pisze bowiem Mojżesz: “Następnie Pan powiedział do Aarona: «Kiedy będziecie wchodzić do Namiotu Spotkania, ty i synowie twoi, nie będziecie pić wina ani sycery, abyście nie pomarli! To jest ustawa wieczysta dla wszystkich waszych pokoleń, abyście rozróżniali między tym, co święte, a tym, co świeckie, między tym, co nieczyste, a tym, co czyste […]”. Także drwale mający budować świątynie dostali wielki zapas gorzały: “[…]dwadzieścia tysięcy kor wymłóconej pszenicy, dwadzieścia tysięcy kor jęczmienia, dwadzieścia tysięcy bat wina […]”.
Wnioskując więc, o ile ST o piciu wódeczki mówi dosyć pobłażliwie, to NT wprowadza zupełne przeciwieństwo. Jakiś wielki mózg napisał niegdyś ową bzdurę: “[…] Dobrą jest rzeczą nie jeść mięsa i nie pić wina […]”. Wielce ciekawym wydaje się fakt, że w ST wybrańcy mogli walić w kocioł, natomiast Jezus i Chrzciciel winka nie pijali: “Będzie bowiem wielki w oczach Pana [tj.Jezus-przyp.Lectus]; wina i sycery pić nie będzie […]”. Chrzciciel, który był zboczony, albowiem “[…] nie jadł chleba i nie pił wina […]”, ale miewał także i inne zboczenia, typu pożeranie szarańczy i totalny brak higieny.
Od czasów Jezusa, Kościół zdecydowanie potępił i potępia nadal kielonki. Tłumaczenie kręci się obok przykazania Nie zabijaj ale dlaczego alkohol miałby niby zabijać bardziej niż np. poranne wędrówki do kościoła przez miasto pełne spalin, czy praca pełna stresów. Znana jest także lecznicza strona procentów. Objawia się ona nie tylko w słynnym tłumaczeniu ‘jednego’ jako ‘na sedruszko’ czy ‘dla zdrowia’, ale także w medycznych badaniach. Nowotestamentowcy za Jezusa także znali owe dobre strony alkoholu: “[…] Samej wody już nie pij, używaj natomiast po trosze wina ze względu na żołądek i częste twe słabości!”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz