Molekuła duszy
O
tajemniczej DMT, substancji nazywanej również molekułą duszy,
tłumaczącej niezwykłe stany mistyczne u ludzi, pisze Justyna Śnieżek [Nr
17, Luty 2012]
Życie po życiu to temat drażliwy i przez różne środowiska postrzegany na różny sposób.
Nie
istnieje zapewne jeden prawdziwy punkt widzenia, jednak biorąc pod
uwagę kilka niezależnych faktów medycznych i naukowych oraz założeń
liczących tysiące lat, pewnych zjawisk nie sposób po prostu ot tak
zanegować.
Szyszynka
- znajdujący się w samym centrum mózgu gruczoł wielkości ziarnka ryżu.
Ten najbardziej zagadkowy i mistyczny element każdego z nas, od tysięcy
lat przewija się w historii ludzkości pod nazwą „trzecie oko”. To
właśnie trzecie oko pojawiało się w wierzeniach starożytnych Egipcjan
(słoneczna tarcza – Oko Horusa), hindusów (trzecie oko Śiwy) a
także w religiach monoteistycznych (oko jako symbol Trójcy Świętej). Jak
to się dzieje, że to akurat trzecie oko stało się symbolem niezależnych
od siebie bożków i bogów, że „łączy” ze sobą dwa światy? Podchodząc do
sprawy czysto medycznie, szyszynka, jako narząd, posiada wiele atrybutów
oka w tym zdolność odbioru fal świetlnych przekazywanych jej z
otoczenia za pośrednictwem oka. Gruczołem tym w pewnym momencie
zainteresował się również sam Kartezjusz, który wysnuwając teorię, iż
jest ona pośrednikiem między naszą duchowością a cielesnością, nazwał ją
„siedzibą duszy”. Wszystkie powstałe na przestrzeni wieków domysły i
teorie na temat jej funkcji i niezwykłych zdolności zdają się w
dzisiejszych czasach być coraz bardziej logiczne wytłumaczalne. Otóż to,
badania naukowe dowodzą, że szyszynka jest miejscem, w którym dokonuje
się naturalna produkcja psychodelika zwanego DMT (dimetylotryptyna) z
racji swoich zdolności nazywaną również „molekułą duszy”. DMT jest
substancją, którą tłumaczy się aktualnie niezwykłe stany mistyczne u
ludzi – nie uważa się jej jednak za „duszę”, ale jedynie za jej nośnik,
coś co umożliwia wytworzenie się wyższych stanów świadomości. Jak się
okazało, jest ono obecne nie tylko w ciele każdego z nas, ale także
innych ssaków, płazów, zwierząt morskich oraz w grzybach i roślinach.
Jego wydzielanie towarzyszy przełomowym i bardzo mocno emocjonującym
momentom w naszym życiu – narodzinom czy śmierci – ale również
aktywności takiej, jak medytacja, która wprowadzając szyszynkę w
wibracje, wzmaga produkcję psychodelika. Jak wiadomo, przy regularnej
medytacji (która nie jest jedynie praktyką religijną, ale i sposobem na
doskonalenie percepcji, metodą na stres czy lepsze samopoczucie)
doświadczyć można stanów wyższej świadomości – dokładnie takie same jak w
przypadku psychodelicznych doświadczeń z udziałem DMT. Wchodzenie w
stany medytacyjne pozwala na stopniowe otwieranie „trzeciego oka”. Jak
wykazały badania tomograficzne, u osób praktykujących szyszynka wydatnie
powiększa się, a w stanie medytacji znacznie wzrasta stężenie
melatoniny, która to reguluje nasz życiowy zegar. Będąc w temacie
tradycji wschodnich, nie wypada wspomnieć o kolejnym (dla mnie nieco
szokującym) fakcie dotyczącym szyszynki i jej funkcji jako „siedziby
duszy”. Według Księgi Umarłych buddyzmu tybetańskiego, dusza
zmarłego potrzebuje do reinkarnacji czterdziestu dziewięciu dni. Jest to
moment od stwierdzenia zgonu człowieka do jego odrodzenia się w nowym
ciele. Według embriologów, tyle samo, bo całe siedem tygodni, upływa od
chwili poczęcia nowego życia do momentu pojawienia się pierwszych
sygnałów dotyczących płci dziecka. W tym miejscu starożytne teksty
buddyjskie pokrywają się z faktami zaczerpniętymi z nowoczesnej nauki.
Na ile jest to przypadkowa zbieżność a na ile mistyczna prawda? I gdzie
podziewać miałaby się dusza przez te czterdzieści dziewięć dni? Teoria
jest prosta. Czas ten może służyć do przetworzenia zdobytych podczas
życia doświadczeń – przyzwyczajeń, wniosków, skłonności – tak, aby
wyciągnąć z nich wnioski i w kolejnym wcieleniu nie popełniać już tych
samych błędów a jedynie rozwijać się. Kwestie, których nie udało się w
żaden sposób przepracować, wracają wraz z duszą na Ziemię i osiadają w
kolejnej formie życia, która im na to pozwoli. Tego typu teoria pasuje
idealnie do licznych przypadków dzieci pamiętających swoje poprzednie
wcielenia, przytaczające fakty, których nigdy nie mogły doświadczyć.
Krótko
mówiąc, zbieżność kilku niezależnych od siebie faktów wydaje się w
pełni potwierdzać teorię DMT będącego „wyzwalaczem” duszy oraz szyszynki
jako jej „siedziby”. Niemożliwe byłoby bowiem, aby rozwijające się
niezależnie od siebie kultury i nauki, nie znaczyły nic, a były jedynie
jednym wielkim bublem. Tak, czy inaczej, minie jeszcze zapewne ładnych
kilkadziesiąt (jak nie kilkaset) lat zanim w ogóle uda nam się ustalić
na ile ten magiczny gruczoł może był łącznikiem pomiędzy światem
materialnym a duchowym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz