piątek, 13 kwietnia 2012

Molekuła duszy

O tajemniczej DMT, substancji nazywanej również molekułą duszy, tłumaczącej niezwykłe stany mistyczne u ludzi, pisze Justyna Śnieżek [Nr 17, Luty 2012]
Życie po życiu to temat drażliwy i przez różne środowiska postrzegany na różny sposób.
Nie istnieje zapewne jeden prawdziwy punkt widzenia, jednak biorąc pod uwagę kilka niezależnych faktów medycznych i naukowych oraz założeń liczących tysiące lat, pewnych zjawisk nie sposób po prostu ot tak zanegować.
Szyszynka - znajdujący się w samym centrum mózgu gruczoł wielkości ziarnka ryżu. Ten najbardziej zagadkowy i mistyczny element każdego z nas, od tysięcy lat  przewija się w historii ludzkości pod nazwą „trzecie oko”. To właśnie trzecie oko pojawiało się w wierzeniach starożytnych Egipcjan (słoneczna tarcza – Oko Horusa), hindusów (trzecie oko Śiwy) a także w religiach monoteistycznych (oko jako symbol Trójcy Świętej). Jak to się dzieje, że to akurat trzecie oko stało się symbolem niezależnych od siebie bożków i bogów, że „łączy” ze sobą dwa światy? Podchodząc do sprawy czysto medycznie, szyszynka, jako narząd, posiada wiele atrybutów oka w tym zdolność odbioru fal świetlnych przekazywanych jej z otoczenia za pośrednictwem oka. Gruczołem tym w pewnym momencie zainteresował się również sam Kartezjusz, który wysnuwając teorię, iż jest ona pośrednikiem między naszą duchowością a cielesnością, nazwał ją „siedzibą duszy”. Wszystkie powstałe na przestrzeni wieków domysły i teorie na temat jej funkcji i niezwykłych zdolności zdają się w dzisiejszych czasach być coraz bardziej logiczne wytłumaczalne. Otóż to, badania naukowe dowodzą, że szyszynka jest miejscem, w którym dokonuje się naturalna produkcja psychodelika zwanego DMT (dimetylotryptyna) z racji swoich zdolności nazywaną również „molekułą duszy”. DMT jest substancją, którą tłumaczy się aktualnie niezwykłe stany mistyczne u ludzi – nie uważa się jej jednak za „duszę”, ale jedynie za jej nośnik, coś co umożliwia wytworzenie się wyższych stanów świadomości. Jak się okazało, jest ono obecne nie tylko w ciele każdego z nas, ale także innych ssaków, płazów, zwierząt morskich oraz w grzybach i roślinach. Jego wydzielanie towarzyszy przełomowym i bardzo mocno emocjonującym momentom w naszym życiu – narodzinom czy śmierci – ale również aktywności takiej, jak medytacja, która wprowadzając szyszynkę w wibracje, wzmaga produkcję psychodelika. Jak wiadomo, przy regularnej medytacji (która nie jest jedynie praktyką religijną, ale i sposobem na doskonalenie percepcji, metodą na stres czy lepsze samopoczucie) doświadczyć można stanów wyższej świadomości – dokładnie takie same jak w przypadku psychodelicznych doświadczeń z udziałem DMT. Wchodzenie w stany medytacyjne pozwala na stopniowe otwieranie „trzeciego oka”. Jak wykazały badania tomograficzne, u osób praktykujących szyszynka wydatnie powiększa się, a w stanie medytacji znacznie wzrasta stężenie melatoniny, która to reguluje nasz życiowy zegar. Będąc w temacie tradycji wschodnich, nie wypada wspomnieć o kolejnym (dla mnie nieco szokującym) fakcie dotyczącym szyszynki i jej funkcji jako „siedziby duszy”. Według Księgi Umarłych buddyzmu tybetańskiego, dusza zmarłego potrzebuje do reinkarnacji czterdziestu dziewięciu dni. Jest to moment od stwierdzenia zgonu człowieka do jego odrodzenia się w nowym ciele. Według embriologów, tyle samo, bo całe siedem tygodni, upływa od chwili poczęcia nowego życia do momentu pojawienia się pierwszych sygnałów dotyczących płci dziecka. W tym miejscu starożytne teksty buddyjskie pokrywają się z faktami zaczerpniętymi z nowoczesnej nauki. Na ile jest to przypadkowa zbieżność a na ile mistyczna prawda? I gdzie podziewać miałaby się dusza przez te czterdzieści dziewięć dni? Teoria jest prosta. Czas ten może służyć do przetworzenia zdobytych podczas życia doświadczeń – przyzwyczajeń, wniosków, skłonności – tak, aby wyciągnąć z nich wnioski i w kolejnym wcieleniu nie popełniać już tych samych błędów a jedynie rozwijać się. Kwestie, których nie udało się w żaden sposób przepracować, wracają wraz z duszą na Ziemię i osiadają w kolejnej formie życia, która im na to pozwoli. Tego typu teoria pasuje idealnie do licznych przypadków dzieci pamiętających swoje poprzednie wcielenia, przytaczające fakty, których nigdy nie mogły doświadczyć.
Krótko mówiąc, zbieżność kilku niezależnych od siebie faktów wydaje się w pełni potwierdzać teorię DMT będącego „wyzwalaczem” duszy oraz szyszynki jako jej „siedziby”. Niemożliwe byłoby bowiem, aby rozwijające się niezależnie od siebie kultury i nauki, nie znaczyły nic, a były jedynie jednym wielkim bublem. Tak, czy inaczej, minie jeszcze zapewne ładnych kilkadziesiąt (jak nie kilkaset) lat zanim w ogóle uda nam się ustalić na ile ten magiczny gruczoł może był łącznikiem pomiędzy światem materialnym a duchowym.
Justyna Śnieżek jest studentką psychologii oraz finansów i rachunkowości na Uniwersytecie Warszawskim. Poza studiowaniem, na co dzień zajmuje się sprzedażą produktów HR. W życiu stawia na permanentny rozwój osobisty. Interesują ją przede wszystkim zagadnienia z zakresu neuropsychologii, psychologii Wschodu, psychologii rozwojowej, duchowości oraz wpływ doświadczeń duchowych na psychikę i zachowanie człowieka. justyna.sniezek@magazyntuiteraz.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz