Lawrence Stevens
Czy istnieje choroba psychiczna?
W psychiatrii, zwłaszcza biologicznej, cała diagnostyka i kuracja
opiera się na powziętym z góry założeniu, że istnieje coś, co nazywamy
chorobą psychiczną, czasem też niezrównoważeniem psychicznym albo
zaburzeniami psychicznymi. Co się rozumie przez niezrównoważenie,
chorobę, albo zaburzenia? Z semantycznego punktu widzenia
niezrównoważenie znaczy po prostu niezrównoważenie, przeciwieństwo
równowagi. Ale czy przypadkiem przez brak równowagi nie rozumie się
wszystkiego, co powoduje utrudnienia? Jeśli tak, to definicja ta
oznaczałaby, że utrata pracy, wojna albo recesja gospodarcza, albo
kłótnia ze współmałżonkiem powinna zostać zakwalifikowana jako
"niezrównoważenie", czyli "choroba". W książce "Is Alcoholism
Hereditary" (Czy alkoholizm jest dziedziczny?) psychiatra Donald W.
Goodwin omawia definicję choroby i dochodzi do następującego wniosku:
"Choroby są czymś, z czym ludzie udają się do lekarzy. (...) Ludzie
radzą się lekarzy odnośnie problemu alkoholizmu, i dlatego alkoholizm
staje się, na mocy tej definicji, chorobą" (Ballantine Books, 1988, p.
61). A gdyby tak, przyjąwszy tę definicję, ludzie z jakiegoś powodu
zaczęli radzić się lekarzy, jak wydobyć gospodarkę z recesji, albo jak
rozwiązać nieporozumienie z kolegą czy sąsiednim krajem, to problemy te
także zostałyby zakwalifikowane do chorób! Ale oczywiste jest, że nie to
rozumiemy przez "chorobę". W swoich rozważaniach o definicji choroby dr
Goodwin przyznaje, że istnieje "wąska definicja choroby, która wymaga
obecności odstępstwa od norm biologicznych" (ibid). W niniejszej
broszurze wykażę, że nie istnieją żadne odstępstwa od norm
biologicznych, które byłyby odpowiedzialne za tak zwane choroby
psychiczne, niezrównoważenie psychiczne, czy zaburzenia psychiczne, i że
z tego powodu choroba psychiczna jako zjawisko biologiczne nie
istnieje. I, co może jest jeszcze ważniejsze, wykażę, że choroba
psychiczna nie istnieje także jako zjawisko nie-biologiczne - za
wyjątkiem znaczenia, w jakim ten termin jest używany do wskazywania
dezaprobaty dla jakiegoś aspektu stanu umysłu danej osoby.
Koncepcja choroby psychicznej jako zjawiska biologicznego jest łatwa
do obalenia. W roku 1988 Seymour S. Kety, emerytowany profesor
neurologii psychiatrycznej, i Steven Matthysse, profesor nadzwyczajny
psychobiologii, obydwaj z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Harvarda,
powiedzieli, że "bezstronna lektura dzisiejszej literatury nie dostarcza
tak wyczekiwanego wyjaśnienia hipotez o roli amin katecholowych, ani
też nie wyłania przekonującego materiału dowodzącego istnienia innych
różnic biologicznych, jakie mogłyby cechować mózg pacjentów cierpiących
na choroby psychiczne" (The New Harvard Guide to Psychiatry, Harvard
Univ. Press, p. 148). W roku 1992 panel ekspertów zebranych przez Biuro
amerykańskiego Kongresu ds. Oceny Technologii wyciągnął następujące
wnioski: "W kwestii biologii zaburzeń psychicznych wiele pytań pozostaje
bez odpowiedzi. Tak naprawdę badania muszą dopiero wyodrębnić
poszczególne czynniki biologiczne odpowiedzialne za każde z tych
zaburzeń. (...) Zaburzenia psychiczne są określane na podstawie objawów,
ponieważ jak dotąd nie znamy ich markerów biologicznych ani testów
laboratoryjnych na ich oznaczanie" (The Biology of Mental Disorders,
U.S. Gov't Printing Office, 1992, pp. 13-14, 46-47). Profesor
psychiatrii Uniwersytetu Columbia Jack M. Gorman napisał w swojej
książce The Essential Guide to Psychiatric Drugs "Tak naprawdę nie
wiemy, co powoduje którąkolwiek chorobę psychiczną" (St. Martin's Press,
1990, p. 316). Inny profesor psychiatrii Uniwersytetu Columbia, Jerrold
S. Maxmen, powiedział "Na ogół nikt nie przyznaje się do tego, że
psychiatrzy są jedynymi lekarzami specjalistami, którzy leczą
zaburzenia, które z samej swojej definicji, nie mają do końca poznanych
przyczyn ani leków. (...) Diagnoza powinna wykazać przyczynę zaburzenia
psychicznego, ale, jak powiemy sobie później, ponieważ etiologia
większości zaburzeń umysłowych jest nieznana, obecne systemy
diagnostyczne nie mogą ich zobrazować" (Mentor, 1985, pp. 19 & 36 - w
oryginalnym tekście słowa te zostały wytłuszczone). Psychiatra Peter
Breggin, doktor nauk medycznych, napisał w książce Toxic Psychiatry
(Toksyczna psychiatria) "nie ma żadnego dowodu na to, że któreś z
pospolitych zaburzeń leczonych przez psychologów lub psychiatrów
zawierają genetyczny albo biologiczny składnik" (St. Martin's Press,
1991, p. 291).
Niektórzy ludzie przekonują, że leki psychotropowe "leczące"
(powstrzymujące) myślenie, emocje, czy zachowania nazywane chorobą
psychiczną są dowodem na istnienie biologicznych przyczyn choroby
psychicznej. Ten argument łatwo jest obalić. Przypuśćmy, że ktoś gra na
fortepianie, a tobie się to nie podoba. Przypuśćmy, że zmusiłeś albo
przekonaleś tego kogoś, aby zażył leku, który tak ciężko go porazi, że
nie będzie już więcej mógł grać na fortepianie. Czy to jest dowód na to,
że gra na fortepianie została spowodowana przez odstępstwo od norm
biologicznych i że lekarstwo to wyleczyło? Tego typu argumentacja jest
równie częsta, co bezsensowna. Większość leków psychotropowych (jeśli
nie wszystkie) to neurotoksyny, doprowadzające w większym bądź mniejszym
stopniu do ogólnej niepełnosprawności neurologicznej. Dlatego
rzeczywiście powstrzymują one niechciane zachowania i mogą porazić umysł
danej osoby wystarczająco, by nie czuła się już więcej wściekła, albo
nieszczęśliwa, albo "przygnębiona". Ale nazywanie tego "leczeniem" jest
absurdalne. Wyciąganie z tego jeszcze dalej idących wniosków, że
lekarstwo musiało zwalczyć stanowiące podłoże niechcianych emocji
odstępstwo od norm biologicznych, jest równie absurdalne.
Niektórzy obrońcy pojęcia choroby psychicznej w konfrontacji z brakiem
dowodów potwierdzających wiarę w istnienie choroby psychicznej jako
zjawiska biologicznego zaczynają zapewniać, że choroba psychiczna może
istnieć i może zostać nazwana "chorobą" bez obecności powodującego ją
odstępstwa od norm biologicznych. Koncepcja choroby psychicznej jako
zjawiska niebiologicznego wymaga dłuższego omówienia w celu
dyskredytacji niż argumentacja biologiczna.
O ludziach się sądzi, że są chorzy psychicznie dopiero wtedy, gdy ich
myślenie, emocje albo zachowanie jest sprzeczne z tym, co uważa się za
akceptowalne, czyli wtedy, gdy innym (albo samym tzw. pacjentom) coś się
w nich nie podoba. Wgląd w to, jak wartości się różnią w różnych
kulturach i zmieniają się wraz z upływem czasu jest jednym ze sposobów
wykazania absurdalności nazywania czegoś chorobą nie dlatego, że jest to
spowodowane odstępstwem od norm biologicznych, ale dlatego, że nam się
to nie podoba albo nie aprobujemy tego.
Psycholog Nathaniel Branden napisał w książce "The Psychology of
Self-Esteem" (Psychologia szacunku dla samego siebie): "Jednym z
najważniejszych zadań psychologii jako nauki jest podanie definicji
zdrowia psychicznego i choroby psychicznej. (...) Ale nie ma powszechnej
zgody wśród psychologów i psychiatrów co do istoty zdrowia psychicznego
i choroby psychicznej - nie ma powszechnie przyjętych definicji, nie ma
podstawowych standardów, za pomocą których należy oceniać jeden bądź
drugi stan psychiczny. Wielu autorów oświadcza, że nie można określić
żadnych obiektywnych definicji ani standardów - że podstawowe,
uniwersalne pojęcie zdrowia psychicznego nie może istnieć. Zapewniają
oni, że ponieważ zachowanie uznawane za zdrowe lub normalne w jednej
kulturze może zostać uznane za neurotyczne albo zboczone w innej
kulturze, wszystkie kryteria pozostają kwestią 'tendencyjności
kulturowej'. Teoretycy, podtrzymujący takie stanowisko, zazwyczaj
upierają się, że najlepszym przybliżeniem, do jakiego można dojść w
definiowaniu zdrowia psychicznego, jest podporządkowanie się normom
kulturowym. Oświadczają zatem, że człowiek jest zdrowy pod względem
psychologicznym w takim stopniu, w jakim jest dostosowany do swojej
kultury. (...) Taka definicja rodzi oczywiste pytania: A co, jeśli
wartości i normy danego społeczeństwa są irracjonalne? Czy zdrowie
psychiczne może polegać na dobrym dostosowaniu się do irracjonalnego? Na
przykład - co w przypadku nazistowskich Niemiec? Czy entuzjastyczny
sługa nazistowskiego państwa - taki, który w swoim środowisku społecznym
czuje się spokojny, pogodny i szczęśliwy, niczym we własnym domu - to
wzorcowy przykład zdrowia psychicznego?" (Bantam Books, 1969, pp. 95-96,
w oryginale ostatnie zdania zostały wytłuszczone). W swoich wywodach dr
Branden robi kilka różnych rzeczy jednocześnie. Po pierwsze, myli
moralność z racjonalnością, twierdząc, że poszanowanie praw człowieka
jest racjonalne, podczas gdy tak naprawdę jest to raczej kwestia
moralności niż racjonalności. Zatem dr Branden jest tak zaślepiony
emocjonalnie i psychologicznie uwięziony w świecie swoich wartości, że
najwyraźniej jest niezdolny dostrzec różnicę. Ponadto dr Branden
definiuje niektóre ze swoich wartości. Między innymi: poszanowanie dla
praw człowieka jest dobre; łamanie praw człowieka (np. nazizm) jest złe.
I mówi jeszcze: naruszanie tych wartości to "irracjonalność" albo
choroba umysłowa. Chociaż psychiatrzy i psychologowie kliniczni do tego
się nie przyznają, a często są tego nieświadomi, ich fach z samej swej
istoty dotyczy wartości - wartości ukrytych pod tapetą języka, który
sprawia, że ich wypowiedzi brzmią tak, jak gdyby nie popierali oni
wartości, lecz lansowali "zdrowie". Odpowiedź na pytanie wysunięte przez
dra Brandena jest następująca: Osoba żyjąca w nazistowskich Niemczech i
dobrze do tego dostosowana jest "zdrowa psychicznie" według osądu na
podstawie wartości swojego własnego społeczeństwa. Według zaś osądu na
podstawie wartości wyznawanych przez społeczeństwo szanujące prawa
człowieka osoba ta jest równie chora (w znaczeniu przenośnym tego
słowa), co reszta przedstawicieli jej kultury. Jednakże ktoś taki jak ja
mówi, że taka osoba jest "chora" pod względem moralnym, i przyznaje, że
słowo chory jest tutaj używane nie w swoim dosłownym, lecz w przenośnym
znaczeniu. Dla kogoś takiego jak dr Branden, kto wierzy w mit o
chorobie psychicznej, taka osoba dosłownie jest chora i potrzebuje
lekarza. Różnica polega na tym, że ktoś taki jak ja uznaje swoje
wartości za to, czym są w istocie: za moralność. Co jest
charakterystyczne, ktoś wierzący w chorobę psychiczną, jak dr Branden w
cytowanym urywku, wyznaje te same wartości, co ja, ale myli je ze
zdrowiem.
Jednym z najwymowniejszych przykładów jest homoseksualizm, który był
oficjalnie definiowany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne
jako choroba psychiczna do roku 1973, ale od tamtej pory już nie jest.
Homoseksualizm został zdefiniowany jako zaburzenie umysłowe na stronie
44 standardowego podręcznika Amerykańskiego Towarzystwa
Psychiatrycznego, DSM-II: "Diagnostic and Statistical Manual of Mental
Disorders" (wydanie drugie), opublikowanego w 1968 r. W książce tej
"Homoseksualizm" został zaklasyfikowany jako jedno ze "Zboczeń
seksualnych" na stronie 44. W roku 1973 Amerykańskie Towarzystwo
Psychiatryczne przegłosowało usunięcie homoseksualizmu ze swojej
oficjalnej listy diagnostycznej chorób psychicznych. (Patrz artykuł "An
Instant Cure" ("Natychmiastowe lekarstwo"), Time magazine, April 1,
1974, p. 45). A gdy w r. 1980 opublikowano trzecie wydanie tej książki,
przeczytaliśmy w niej, że "homoseksualizm sam w sobie nie jest uznawany
za zaburzenie psychiczne" (strona 282). Wydanie podręcznika The Merck
Manual of Diagnosis and Therapy z 1987 roku stwierdza: "Amerykańskie
Towarzystwo Psychiatryczne już nie uznaje homoseksualizmu za chorobę
psychiczną" (str. 1495). Gdyby choroby umysłowe były naprawdę chorobami w
takim samym znaczeniu, w jakim są nimi choroby cielesne, to pomysł
usunięcia homoseksualizmu albo czegokolwiek innego z listy chorób przez
głosowanie byłby równie absurdalny, co grupa lekarzy głosująca nad
usunięciem raka albo odry z listy zaburzeń będących w ich pojęciu
chorobami. Ale choroba psychiczna nie jest "taką samą chorobą jak każda
inna choroba". W przeciwieństwie do choroby fizycznej, gdzie trzeba
leczyć zjawiska fizykochemiczne, "choroba" umysłowa pozostaje całkowicie
kwestią wartości, dobra i zła, odpowiedniego zachowania przeciwko
nieodpowiedniemu. Pewnego razu homoseksualizm wydał się tak dziwny i
trudny do zrozumienia, że w celu jego wyjaśnienia konieczne było
przywołanie pojęcia choroby psychicznej. Po tym, jak homoseksualiści
urządzili z siebie znaczące widowisko i pokazali swoją "siłę liczebną", i
z powodzeniem wymogli przynajmniej odrobinę społecznej akceptacji,
objaśnianie homoseksualizmu jako choroby nie było już potrzebne i nie
wydawało się właściwe.
Przykładem czynu różnie ocenianego przez różne kultury jest
samobójstwo. W wielu krajach, takich jak Stany Zjednoczone i Wielka
Brytania, osoba popełniająca samobójstwo lub próbująca go popełnić, albo
choćby myśląca o tym poważnie, jest uznawana za chorą psychicznie. Ale w
przeciągu dziejów ludzkości nie zawsze tak było. Nie jest też tak i
dzisiaj w wielu kulturach na całym świecie. Psycholog Eustace Chesser w
swojej książce "Why Suicide?"( Dlaczego samobójstwo?) dowodzi, że "Ani
hinduizm, ani buddyzm nie wykazuje żadnych wewnętrznych sprzeciwów wobec
samobójstwa, a niektóre formy buddyzmu wiążą się z wiarą, że
samospalenie nadaje człowiekowi szczególne zasługi". Wskazuje również,
że "Celtowie pogardzali czekaniem na sędziwy wiek i zniedołężnienie.
Wierzyli, że ci, którzy popełnili samobójstwo, zanim opuściły ich siły,
idą do nieba, zaś ci, którzy zmarli z powodu chorób albo dożyli późnej
starości, idą do piekła - ciekawe odwrócenie doktryny chrześcijańskiej"
(Arrow Books Ltd., London, England, 1968, p. 121-122). Psychiatra Harvey
M. Ross w książce "Fighting Depression" (Zwalczanie depresji) twierdzi,
że "W niektórych kulturach oczekuje się po wdowie, że rzuci się na stos
pogrzebowy swojego męża" (Larchmont Books, 1975, p. 20). Prawdopodobnie
najbardziej znanym przykładem społeczeństwa akceptującego samobójstwo
jest Japonia. Zamiast sądzić, że samobójstwo (harakiri, jak je nazywają
Japończycy) prawie zawsze jest powodowane przez niezrównoważenie czy
chorobę psychiczną, Japończycy w pewnych okolicznościach uważają
samobójstwo za rzecz normalną, społecznie akceptowaną, tak jak wtedy,
gdy ktoś "traci twarz" albo zostaje upokorzony przez jakiegoś rodzaju
niepowodzenie. Innym przykładem na to, że w oczach Japończyków
samobójstwo jest uznawane za normalność, nie szaleństwo, są piloci
kamikadze wykorzystywani przez Japonię przeciwko marynarce wojennej
Stanów Zjednoczonych podczas drugiej wojny światowej. Dawano im tylko
tyle paliwa, aby wystarczyło go na lot w jedną stronę, na misję
samobójczą w miejsca, gdzie były rozmieszczone atakujące siły
amerykańskiej marynarki wojennej. Kamikadze rozmyślnie rozbijali swoje
samoloty o okręty wroga. Nigdy natomiast nie było amerykańskiego pilota
kamikadze, a już na pewno żadnego oficjalnie sponsorowanego przez rząd
Stanów Zjednoczonych. Powodem tego był różny stosunek do samobójstwa w
Japonii i Ameryce. Czy możliwe jest, by w Ameryce samobójstwo popełniali
jedynie ludzie cierpiący na choroby psychiczne, ale za to w Japonii
ludzie normalni? Albo może akceptacja samobójstwa w Japonii jest
niezdolnością lub niechęcią do przyznania istnienia nienormalności
psychologicznych, jakie muszą wykazywać osoby dobrowolnie kończące swoje
życie? Czy piloci kamikadze byli chorzy psychicznie, czy może raczej
wraz z całym swoim społeczeństwem odziedziczyli zupełnie inne wartości
niż my? Czyż nawet w Ameryce niemal dosłownie samobójcze czyny,
dokonywane dla swoich kolegów żołnierzy albo dla swojego kraju w czasie
wojny, są poczytywane nie za obłęd, ale za bohaterstwo? Dlaczego myślimy
o takich osobach jako o bohaterach, a nie obłąkańcach? Wydaje się, że
potępiamy (czy "diagnozujemy") samobójców jako szalonych albo chorych
psychicznie tylko wtedy, gdy kończą ze sobą z powodów egoistycznych
(typu "Nie mogę już dłużej tego znieść"), a nie dla dobra innych ludzi.
Zatem rzeczywistym problemem zdaje się tu być egoizm, a nie samobójstwo.
Omówione przykłady pokazują, że "choroba psychiczna" jest po prostu
odstępstwem od tego, czego chcą albo oczekują ludzie w jakimś konkretnym
społeczeństwie. "Choroba psychiczna" to coś takiego w umyśle człowieka,
co jest bardzo nielubiane przez osobę to opisującą.
Sytuacja została trafnie podsumowana w artykule, który się ukazał w
wydaniu magazynu Omni z listopada 1986 roku: "Zaburzenia psychiczne
pojawiają się na liście chorób i znikają z niej. Nawet wprowadzone przez
Zygmunta Freuda pojęcie nerwicy zostało pominięte w oryginalnym
podręczniku DSM-III (1980).
A w roku 1973 członkowie zarządu Amerykańskiego Towarzystwa
Psychiatrycznego przegłosowali wykreślenie niemal wszystkich odniesień
do homoseksualizmu jako do zaburzenia chorobowego. Przed tym głosowaniem
bycie gejem stanowiło problem psychiatryczny. Po głosowaniu zaburzenie
to zostało odesłane do lamusa psychiatrii. 'Jest to kwestia mody', mówi
doktor John Spiegel z Brandeis University, który był prezydentem
Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w roku 1973, kiedy to
rozgorzała debata o homoseksualizmie. Dodaje: 'A mody stale się
zmieniają'.
To, co stanowi zło w takim podejściu do sprawy, polega na opisywaniu
ludzi jako cierpiących na "zaburzenia" lub "chorobę" psychiczną tylko
dlatego, że ich zachowanie nie pokrywa się z wymyśloną przez diagnostyka
albo przez innych ludzi koncepcją, jak dana osoba "powinna"
przestrzegać standardów ubierania się, zachowywania się, myślenia czy
wyrażania opinii. Kiedy obejmuje to łamanie praw innych ludzi,
niedostosowanie się do norm czy wartości społecznych musi zostać
poskromione lub powstrzymane różnymi metodami, choćby na przykład prawem
karnym.Ale nie ma żadnego sensu nazywanie nonkonformizmu albo
nielubianego zachowania "chorobą", czy zakładanie, że muszą być one
powodowane przez chorobę, tylko dlatego, że według wartości
przeważających w chwili obecnej są one nie do przyjęcia. Tym, co skłania
nas do takiego postępowania, jest nieznajomość rzeczywistych powodów
myślenia, emocji, czy też zachowań których nie lubimy. Kiedy nie
rozumiemy rzeczywistych powodów, tworzymy mity, aby dostarczyły nam
wyjaśnienia. W poprzednich stuleciach ludzie wykorzystywali mity o złych
duchach albo opętaniu przez demony, aby wyjaśnić myślenie bądź
zachowanie uznawane za nie do przyjęcia. Dziś zamiast tego większość z
nas wierzy w mit choroby psychicznej. Wierzenie w mityczne byty takie
jak złe duchy albo choroby psychiczne daje nam złudzenie zrozumienia, a
wygodniej jest wierzyć w mit niż przyznać się do niewiedzy.
Nazywanie nieaprobowanego myślenia, emocji albo zachowania chorobą
psychiczną może dałoby się wybaczyć, gdyby choroba psychiczna była
pożytecznym mitem. Ale tak nie jest. Zamiast pomagać nam w postępowaniu z
osobami mającymi kłopoty albo sprawiającymi kłopoty, mit choroby
psychicznej odwraca naszą uwagę od rzeczywistych problemów, którym
powinniśmy stawiać czoła. Nonkonformizm, złe zachowanie, czy reakcje
emocjonalne, które nazywamy chorobą psychiczną nie są spowodowane przez
"brak równowagi chemicznej" czy inne problemy biologiczne, lecz raczej
są skutkiem trudności, na jakie ludzie napotykają próbując zaspokoić
swoje potrzeby, i zachowań, jakich niektórzy ludzie nauczyli się w ciągu
swojego życia. Rozwiązaniem jest uczenie ludzi, jak zaspokajać swoje
potrzeby, jak się zachowywać, i wykorzystywanie wszelkich dostępnych
środków przymusu, niezbędnych do tego, aby ludzie musieli szanować prawa
innych. Są to zadania systemu edukacyjnego oraz wymiaru
sprawiedliwości, nie medycyny czy terapii.
Autor, Lawrence Stevens, jest prawnikiem, którego praktyka zawodowa
obejmuje reprezentowanie "pacjentów" psychiatrycznych. Opublikował serię
broszur na temat rozmaitych aspektów psychiatrii, między innymi leków
psychotropowych, elektrowstrząsów i psychoterapii. Do swoich broszur nie
zastrzega sobie praw autorskich. Zachęca każdego do kopiowania ich w
dowolnej ilości w celu dostarczania ludziom, którzy zdaniem kopiującego
mogą mieć z tego korzyść.
Argumenty przeciwko antypsychiatrii:
1. Choroby psychiczne nie są wyłączną domeną naszej cywilizacji. Występują również w społeczeństwach niepiśmiennych.
Po pierwsze - to, że jakieś społeczeństwo nie zna pisma, nie oznacza
jeszcze, że nie jest ono opresywne. Po drugie, nawet jeśli jakieś
społeczeństwo jako takie nie jest opresywne, to mogą w nim się pojawiać
od czasu do czasu opresywne jednostki, wywierające destruktywny wpływ na
swoje otoczenie. Po trzecie, dziwne zachowania określane jako "choroba
psychiczna" mogą być skutkiem niekoniecznie opresji, ale równie dobrze
traumatycznych przeżyć wywołanych przez zjawiska fizykochemiczne, takie
jak głód, choroby cielesne, śmierć osób bliskich, albo też
nieprzeciętnych zdolności (np. kontakty ze światem duchów). Po czwarte -
faktem jest, że w społeczeństwach "prymitywnych" to, co nazywamy
nerwicami i "chorobami psychicznymi" jest o wiele rzadsze.
2. Choroby psychiczne zdarzają się także u zwierząt (np. psów, które
mogą wtedy stać się agresywne bez powodu), są zatem zjawiskiem
biologicznym.
Na temat mechanizmów rządzących zachowaniem się zwierząt wiemy wciąż
jeszcze zbyt mało, by wysuwać takie tezy. Zresztą relacje takie dotyczą
głównie psów i innych zwierząt żyjących z ludźmi; raczej nie słyszy się o
chorobach psychicznych wśród dzikich zwierząt.
3. Odkrycie licznych przesłanek sugerujących biologiczne i genetyczne
podłoże poważnych chorób psychicznych (patrz czwarte wydanie
amerykańskiego podręcznika DSM) może zadać kłam powszechnej w ruchu
antypsychiatrycznym tezie, że choroba psychiczna to raczej społeczna
etykietka niż biologiczne zaburzenie.
Jeden człowiek jest blondynem, a drugi brunetem. Jeden jest powolny, a
drugi szybki. Jeden jest poważny, a drugi wesoły. Jeden jest dokładny, a
drugi niedbały. Wszystkie te cechy bywają dziedziczone w rodzinach, co
znaczy, że mają (oprócz innych uwarunkowań) jakieś podłoże genetyczne.
Czy to ma znaczyć, że włosy blond, szybkość w pracy, wesołość czy
niedbałość są chorobami? To, że dziwne zachowania są dziedziczone i
stoją za nimi określone zjawiska biochemiczne, nie oznacza jeszcze, że
są one chorobami czy patologiami. Jest to po prostu przejaw zmienności
osobniczej, bioróżnorodności. Wprawdzie mogą czasem one powodować bardzo
niepożądane skutki, ale to samo przecież możemy powiedzieć o
niedbałości albo o jasnej karnacji skóry (zagrożenie czerniakiem).
4. Zdaniem wielu ludzi, u których zdiagnozowano jedną lub kilka chorób
psychicznych - i wielu ludzi mających członków rodziny albo bliskich
przyjaciół, u których zdiagnozowano chorobę psychiczną - poglądy ruchu
antypsychiatrycznego są sprzeczne z ich własnymi doświadczeniami
życiowymi. Ludzie ci wierzą, że bardzo rzeczywiste, koszmarne cierpienia
zrodzone przez choroby psychiczne zostały skutecznie złagodzone przez
psychiatrię i programy terapii środowiskowej.
Ból fizyczny także jest bardzo rzeczywistym, koszmarnym cierpieniem. I
może zostać skutecznie złagodzony przez narkotyki, np. morfinę. Czy to
znaczy, że każdemu, kogo coś boli, trzeba dawać morfinę? Rzecz w tym, że
morfina uzależnia i do tego jeszcze wcale nie leczy schorzenia. Poza
tym ból fizyczny jest integralną i niezbędną częścią naszego organizmu.
Jest to po prostu sygnał ostrzegawczy, który mówi nam, że coś w naszym
organizmie dzieje się nie tak i trzeba coś z tym zrobić. Jeśli ktoś nie
odczuwa bólu, to znaczy, że jest kaleką i jego życiu w każdej chwili
zagraża niebezpieczeństwo wskutek jakiejś groźnej choroby, o której
nawet nie będzie wiedział. Chyba najlepszym na świecie środkiem
przeciwko bólowi głowy i zębów były polskie tabletki z krzyżykiem. Mimo
to zostały wycofane z produkcji, ponieważ nie leczyły niczego, miały
szkodliwe składniki i uzależniały niektórych ludzi. Oczywiście w
terminalnych przypadkach można dawać ludziom i morfinę, i leki
psychotropowe, ale tylko wtedy.
Tak samo jest z cierpieniami psychicznymi. Mogą one skutecznie zostać
złagodzone przez psychiatrię, ale tego typu "leczenie" ma poważne skutki
uboczne, czasem uzależnia i do tego jeszcze wcale nie likwiduje
przyczyn cierpienia. Cierpienia psychiczne, takie jak zły nastrój,
rozpacz, gniew, czy strach, to integralna i niezbędna część naszego
życia. Są to po prostu sygnały, które mówią nam, że coś w naszym życiu
albo w otaczającym nas świecie jest nie tak i trzeba coś z tym zrobić.
Jeśli ktoś zawsze jest w dobrym humorze, to znaczy, że jest kaleką i nie
jest w stanie dać sobie rady z wyzwaniami, jakie rzuca nam życie.
Tymczasem we współczesnym świecie coraz modniejsze staje się
psychiatryczne leczenie złego humoru czy gniewu zamiast likwidacji ich
przyczyn. Na przykład w Indiach do rodzin ludzi, którzy umierają z
głodu, wysyła się psychiatrów za państwowe pieniądze, zamiast wysłać im
ryżu albo ustanowić takie ceny produktów rolnych, które pozwoliłyby im
na przeżycie. Takie rozwiązania byłyby jednak niezgodne z doktryną
neoliberalizmu, a zatem niepoprawne ideologicznie. Za to leczenie
psychiatryczne ludzkich frustracji jest poprawne ideologicznie. W ogóle w
dzisiejszych czasach modą jest szukanie skutecznych "rozwiązań" różnych
problemów bez likwidacji ich przyczyn. Na przykład - zamiast
bezrobotnym dać pracę czy zasiłek, wydaje się duże sumy pieniędzy na
uczenie ich, jak mają wygryźć z rynku pracy innych bezrobotnych. Albo
zamiast dążyć do zmniejszenia nierówności społecznych, które są główną
przyczyną wzrostu przestępczości, zaostrza się kodeks karny i wprowadza
godzinę policyjną, co jeszcze bardziej zmniejsza pulę pieniędzy
dostępnych na cele socjalne, jeszcze bardziej zaostrzając nierówności, i
- w konsekwencji - jeszcze bardziej nasilając przestępczość. Dochodzi
do sytuacji, w której - ponieważ likwidacja rzeczywistych przyczyn
problemów nie wchodzi w rachubę - kładzie się coraz większy nacisk na
różne pozorne rozwiązania, dąży do ich eskalacji, mimo że gołym okiem
widać, iż są one nieskuteczne. Gdyby ktoś postępował w taki sposób ze
swoimi sprawami osobistymi, psychiatrzy określiliby to jako "urojeniową
wizję świata", a zatem jako chorobę psychiczną!
Po drugie, "zdaniem wielu ludzi" to wyrażenie bardzo nieprecyzyjne. O
wiele dokładniejszych danych dostarcza nam statystyka. Według raportu
Światowej Organizacji Zdrowia w Stanach Zjednoczonych - kraju z
niezwykle silnie rozwiniętą i bardzo modną psychiatrią - wśród ludzi, u
których zdiagnozowano schizofrenię, tylko 38% wraca do pełnego zdrowia.
Za to w ubogich i zacofanych krajach Trzeciego Świata, gdzie brakuje i
psychiatrów, i leków psychotropowych, i pieniedzy na ich zakup, odsetek
ten wynosi aż 61%. Wnioski chyba się nasuwają same.
5. Jedną z konsekwencji uznania nieistnienia chorób psychicznych byłoby
zniesienie niepoczytalności jako czynnika chroniącego przed
odpowiedzialnością karną. Thomas Szasz, czołowy działacz ruchu
antypsychiatrycznego, nalega, aby ktoś, kto dopuścił się zabójstwa pod
wpływem psychozy, ponosił pełną odpowiedzialność karną za swoje
czyny.Wielu ludzi uważa takie stanowisko za nieludzkie.
Choć wielu żądnych sensacji dziennikarzy nagłaśnia opowieści o
zbrodniach popełnianych pod wpływem psychozy, statystyki mówią zupełnie
co innego. Ludzie z psychiatryczną etykietką o wiele częściej sami
padają ofiarą przemocy innych ludzi, niż ją wobec nich stosują.
Tak naprawdę niepoczytalność nie daje żadnych korzyści popełniającym
przestępstwa kryminalne. Zamiast odsiadywać swoje wyroki w więzieniach,
odsiadują je w szpitalach, gdzie się poddaje ich przymusowej
intoksykacji lekami i przymusowym elektrowstrząsom. W wielu przypadkach
osądzeni tak naprawdę odsiadują dłuższe wyroki w szpitalach
psychiatrycznych, niż gdyby trafili do więzienia. Przykładem jest Janusz
Ochnik, żołnierz służby zasadniczej, który uciekł z wojska zabijając
strażników. Do dziś przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Abramowicach.
Gdyby trafił do zakładu karnego, dawno by już z niego wyszedł.
Poza tym, okres odsiadywania wyroku w szpitalu psychiatrycznym, w
przeciwieństwie do zwykłej kary pozbawienia wolności, jest nieokreślony i
szef szpitala może go ustalać wedle swego własnego widzimisię.
I jeszcze jedno - popełnienie zbrodni w afekcie zawsze jest
okolicznością łagodzącą, a do tego nie jest uznawane za oznakę choroby
psychicznej.
6. Ale przecież choroba psychiczna istnieje, bo ma swoje
charakterystyczne objawy. Na przykład katatonia - chory siedzi bez ruchu
dniami i tygodniami, co zagraża jego życiu. Albo też słyszy
nieistniejące głosy w swojej głowie i widzi nieistniejące obrazy.
Każdy człowiek może siedzieć bez ruchu dniami i tygodniami, jeżeli
przydarzy mu się jakieś straszne nieszczęście. Nie ma w tym nic
nadzwyczajnego. Prawie każdy człowiek, jeśli wędruje przez gorącą
pustynię i usycha z pragnienia, widzi fatamorgany. Tak samo z palącymi
potrzebami psychicznymi - jeśli nie ma realnej szansy na ich
zaspokojenie, zaspokajać je będą w końcu głosy w czyjejś głowie. Czy to
znaczy, że człowiekowi na pustyni potrzebny jest psychiatra? Nie, jemu
potrzebna jest woda! Dajcie mu wodę, a przestanie widzieć fatamorgany.
Dajcie też "choremu" miłość, zrozumienie i solidarność, a nie będą
potrzebne mu do niczego żadne głosy w głowie. Albo też i odwrotnie - jak
mówi polskie przysłowie, "na złodzieju czapka gore". Mówi ono o tym, że
jeśli ktoś czegoś się bardzo boi, to wszędzie zaczyna to widzieć.
Nieprzyjemne halucynacje są po prostu nasileniem się tego zjawiska. W
takiej sytuacji potrzebne jest bezpieczeństwo, a nie psychiatria. A
przeżycia mistyczne, kontakty z siłami nadprzyrodzonymi? Też wymagają
leczenia psychiatrycznego?
Bardzo często mamy do czynienia z połączeniem tych dwu zjawisk - w
zależności od nastroju człowiek na przemian przeżywa halucynacje
przyjemne i koszmarne, również i obojętne. Jeśli nikt mu nie pomoże w
wyeliminowaniu przyczyn, stan taki może się pogłębić. Zaczynają się
wtedy pojawiać również pseudohalucynacje, czyli własne myśli odczuwane
jako jakaś wyższa prawda narzucona z zewnątrz (coś pośredniego między
zwykłymi myślami a głosami z zewnątrz) i następuje ogólny rozpad
poczucia rzeczywistości, czasem też pojawia się poczucie bycia zdalnie
sterowanym. W takiej sytuacji leki psychotropowe mogą stać się chwilową
koniecznością, tak samo jak w pewnych okolicznościach jest nią amputacja
kończyny. Ale zazwyczaj głosy w głowie pojawiają się u ludzi tylko od
czasu do czasu. Nie są zjawiskiem patologicznym, tylko intensywnym
przeżyciem.
7. Między zdrowiem a chorobą psychiczną istnieje pewna różnica. Ludzie
chorzy psychicznie mają urojenia - są nimi fałszywe i niczym
nieuzasadnione przekonania, których (w odróżnieniu od zwykłych złudzeń
czy błędnych przypuszczeń albo podejrzeń) nie można zbić żadnymi
argumentami, a dopiero leczeniem psychiatrycznym. Urojenia tworzą nieraz
całą sieć, przenikającą postrzeganie świata przez chorego. Zdrowi
psychicznie nigdy nie mają urojeń.
Gdyby przyjąć taką definicję, okazałoby się, że około 90% wszystkich
ludzi to chorzy psychicznie. A wśród psychiatrów odsetek ten byłby
jeszcze wyższy. Cała rzecz polega na tym, że tylko niektóre rodzaje
urojeń są postrzegane przez lekarzy jako choroba, inne są popierane. A
urojenia ma zdecydowana większość ludzi. Na przykład ktoś dobrze wie, że
pieniądze nie dają mu szczęścia, ma już ich dużo, ale chce za wszelką
cenę zdobyć jeszcze o wiele więcej i wmawia sobie, że to mu da
szczęście. Czy takiego człowieka może przekonać jakakolwiek racjonalna
argumentacja? Jeśli już w ogóle (co i tak by graniczyło z cudem), to
tylko na chwilę, a potem wszystko wróci do normy. Inne przykłady -
fanatycy religijni, wyznawcy ekonomii neoliberalnej - dokładnie ten sam
mechanizm. Albo rasiści - ich poglądy mogą wynikać z niewiedzy, ale
bardzo często pomimo rozległej wiedzy jakiś człowiek ma urojenia, że
jego rasa jest rasą panów. To samo zresztą ze wszystkimi innymi
rodzajami dyskryminacji.
Wszystko więc zależy tylko od tego, czy urojenia danego człowieka są
zgodne z interesami klas rządzących, czy z nimi sprzeczne, czy też nie
mają na nie wpływu. W drugim i trzecim przypadku człowieka z urojeniami
czeka leczenie psychiatryczne, w pierwszym nagroda. Mówiąc prościej -
jeśli ktoś uroił sobie, że jest prześladowany przez jakąś potężną siłę,
że obcy odczytują jego myśli, albo że jest przybyszem z kosmosu, to
trafi na oddział psychiatryczny. Jeśli uroił sobie, że jest nieomylny,
to raczej tam nie trafi (chyba żeby ta nieomylność była na szkodę klas
rządzących, ale to mało prawdopodobne). A jeśli uroił sobie, że zostanie
nowym Billem Gatesem, albo że zwykłe, racjonalne ludzkie zachowania to
skutek choroby psychicznej, albo że należy do wyższej rasy nadludzi, to
trafi na ekrany telewizorów i do wysokonakładowej prasy jako autorytet
moralny.
8. Wszystkie choroby psychiczne mają swoje konkretne przyczyny, jakimi
są zmiany organiczne w mózgu, chociażby na poziomie synaps (tzn. złącz
między komórkami nerwowymi). Ponadto uszkodzenia mechaniczne i chemiczne
niektórych części mózgu mogą dawać objawy bardzo zbliżone do niektórych
chorób psychicznych.
Każdy stan emocjonalny: radość, gniew, smutek, satysfakcja, każda myśl,
każda czynność życiowa ma najprawdopodobniej swój odpowiednik w
charakterystycznym odmiennym stanie fizykochemicznym układu nerwowego,
czy to w postaci pól elektrycznych, czy zmian mechanicznych, czy też
chemicznych w synapsach albo gdzie indziej. Nie ma więc żadnych powodów,
aby niektóre z tych stanów uważać za patologiczne.
Stany psychiczne wywołane przez funkcjonowanie opresywnego
społeczeństwa, zwłaszcza jeśli się powtarzają często albo trwają długo,
też prowadzą do utrwalania się odmiennego stanu fizykochemicznego
centralnego układu nerwowego. Czasami wręcz może to powodować
funkcjonalne uszkodzenia niektórych części mózgu. Są one jednak
SKUTKIEM, a nie przyczyną społecznej opresji.
Organiczne uszkodzenia niektórych części mózgu mogą zatem dawać objawy
podobne do niektórych "chorób psychicznych" - tak samo, jak niektóre
choroby cielesne mogą dawać objawy podobne do skutków stosowania
przemocy fizycznej. Ale rzecz w tym, że przyczyną stosowania przemocy
fizycznej nie jest choroba cielesna osoby maltretowanej, tylko psychika
maltretującej i ewentualnie pewne układy międzyludzkie.
Najłatwiej będzie to zrozumieć na następującym przykładzie: uderzenie
metalowym przedmiotem może spowodować siniaki, tak samo jak jakaś
choroba naczyń krwionośnych. Ale tylko imbecyl kazałby leczyć siniaki
będące skutkiem przemocy fizycznej środkami farmaceutycznymi
wzmacniającymi ściany naczyń krwionośnych i jednocześnie akceptowałby
dalszą przemoc fizyczną wobec posiniaczonej osoby. Takimi imbecylami są
niektórzy psychiatrzy.
Ponadto, wobec braku niezbitych dowodów czy testów laboratoryjnych na
zmiany fizykochemiczne w mózgu, psychiatria opiera się na leczeniu
objawowym. Jednostki chorobowe w psychiatrii są tworzone na podstawie
objawów. Jest to podejście nienaukowe; podręczniki psychiatrii stanowią
zatem raczej jakiegoś rodzaju wyznanie wiary, niż streszczenie teorii
naukowych.
Pomyślmy, co by się stało, gdybyśmy w ten sam sposób zaczęli leczyć
choroby cielesne. Za jednostkę chorobową zostałby wtedy uznany "ból
głowy" albo "ból brzucha". Jak wiadomo, ból głowy może być wynikiem
kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset różnych jednostek chorobowych.
Wyobraźmy sobie, że wszystkie te choroby będą leczone w ten sam sposób,
albo co najwyżej na kilka wybranych sposobów, z których wybór właściwego
będzie stanowił widzimisię lekarza. Tak właśnie postępuje się w
psychiatrii. Skutek będzie taki, że tylko nielicznych pacjentów
przestanie boleć głowa, a wielu z nich zachoruje jeszcze ciężej albo
umrze wskutek zażywania szkodzących im medykamentów. Tak samo jest i z
psychiatrią - ona częściej szkodzi, niż pomaga.
Tłumaczenie z niemieckiego: Andrzej Skulski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz